NFL
Nie odwrócicie wzroku 🫣🫣
W TVN-ie luty nie jest wcale miesiącem leniwego powrotu do formy. Zamiast spokojnego układania ramówki, mamy do czynienia z kadrowym tąpnięciem, które sugeruje, że stacja przechodzi właśnie przez największy zakręt od lat. Na Wiertniczej nie ma już sentymentów – liczy się to, co tu i teraz, a stare zasady idą do kosza.
Zaczęło się od przebudowy śniadaniówki. W „Dzień Dobry TVN” postawiono na duet Anna Dereszowska i Robert Koszucki. To jasny sygnał: dziennikarstwo ma ustąpić miejsca aktorstwu i czystej rozrywce. Widz ma się rano uśmiechnąć, a niekoniecznie czegoś dowiedzieć. Jednak to nie zmiany na kanapie są najważniejsze, a masowe odejścia ludzi, którzy tworzyli DNA tej stacji. Po ponad 20 latach z anteny zniknął Krzysztof Górlicki, a z redakcji odeszła Edyta Krześniak. Do tego dochodzi rozstanie z Marcinem Jakóbczykiem i głośne zwolnienie reportera Mateusza W. To nie są przypadkowe ruchy, to wielkie wietrzenie magazynów. Dlaczego stacja pozbywa się swoich najbardziej doświadczonych twarzy? W kuluarach mówi się tylko o jednym: TVN jest na sprzedaż. Właściciel, czyli Warner Bros. Discovery, prawdopodobnie szykuje spółkę pod nowego nabywcę. Chętnych nie brakuje – w kolejce mają stać tacy giganci jak Paramount Skydance czy Netflix. Żeby transakcja opłacała się Amerykanom, tabelki w Excelu muszą świecić na zielono, co zazwyczaj oznacza cięcie kosztów i pożegnania z drogimi etatami.
Wszystko wskazuje na to, że oglądamy właśnie koniec telewizji, którą znaliśmy. Zamiast stabilności i autorytetów, dostajemy produkt skrojony pod algorytmy i giełdową wycenę. Jeśli stacja faktycznie zmieni właściciela w nadchodzących miesiącach, tegoroczne pożegnania to dopiero początek prawdziwej rewolucji.
Wiosenna ramówka TVN fot. KAPiF
Co będziemy mogli obejrzeć wiosną w TVN?
TVN wychodzi z założenia, że skoro za oknem wciąż głównie błoto i szarówka, to trzeba nas czymś przykuć do kanap już teraz. Wiosenna ramówka wystartowała w tym roku wyjątkowo wcześnie, bo już w połowie lutego, stawiając na stary, sprawdzony schemat: ma być dynamicznie, trochę głośno i przede wszystkim przewidywalnie.
Największy ruch widać w wieczornym paśmie po „Faktach”. Stacja ewidentnie chce, żebyśmy o 20:55 przestali przełączać kanały. Pomóc ma w tym teleturniej „The Floor”. Zasady są proste – duża grupa ludzi walczy o terytorium na wielkiej podświetlanej podłodze. To taki miks gry w statki z klasycznym quizem, który ma szansę chwycić, bo nie wymaga od widza doktoratu z fizyki kwantowej. Zaraz po nim wjeżdża nowość – „Młode gliny”. To klasyczny serial o policjantach, ale w nieco świeższym wydaniu. Pytanie tylko, czy scenarzyści udźwignęli temat, czy skończy się na kolejnej produkcji, w której mundurowi mówią sztucznym slangiem. Dla fanów emocji przy hotelowym śniadaniu wraca „Bitwa o gości”. Trzeci sezon to wciąż ta sama zabawa: właściciele pensjonatów odwiedzają się nawzajem i z uśmiechem na ustach wytykają sobie kurz pod łóżkiem. To idealny program do oglądania „do kotleta” – lekki, momentami złośliwy, ale bardzo życiowy. Wieczory tradycyjnie domyka Kuba Wojewódzki, który mimo upływu lat wciąż nie zamierza schodzić ze sceny.
Panowie lubiący zapach benzyny muszą uzbroić się w cierpliwość do marca. Wtedy w TVN Turbo ruszą m.in. „Moto Fachury”. To propozycja dla tych, których bardziej niż nowe modele z salonu interesuje to, co dłubią w garażach prawdziwi pasjonaci. Cała oferta stacji wygląda na bezpieczną. TVN nie wywraca stolika, tylko próbuje nas przyzwyczaić do stałego rytmu. Czy to wystarczy, by odciągnąć nas od Netfliksa? Przekonamy się po pierwszych słupkach oglądalności.
Gwiazdy właśnie zbierają się na konferencji
Kamil Stoch przerywa milczenie. Ujawnił, co zrobi po zakończeniu kariery
Czytaj dalej
Nowa ulga podatkowa, o której mało osób wie. Po raz pierwszy możesz odliczyć do 24 tys. zł
Czytaj dalej
Roznegliżowana Julia Wieniawa- takiej jej jeszcze nie widzieliście!
Julia Wieniawa ma tę rzadką umiejętność, że potrafi wejść do pomieszczenia i bez słowa sprawić, by wszyscy odłożyli telefony. Na ostatniej ramówce TVN nie było inaczej. Zamiast kolejnej grzecznej sukienki, zobaczyliśmy coś, co media szybko ochrzciły mianem “vamp style”, choć ja nazwałbym to po prostu odważnym komunikatem: „wiem, co robię”.
Kluczem do sukcesu był prześwitujący gorset. Wyglądał trochę jak z buduaru, a trochę jak z pokazu wysokiej mody w Paryżu. Zestawienie go z długą, czarną spódnicą było strzałem w dziesiątkę – gdyby dół był krótszy, całość mogłaby otrzeć się o kicz. A tak, dostaliśmy dawkę mrocznej elegancji, która zamiast krzyczeć, intrygowała. Do tego minimalistyczne sandałki i torebka, która nie próbowała wygrać walki o uwagę z resztą stroju. Wieniawa od lat konsekwentnie buduje wizerunek femme fatale, sprawnie żonglując między rolą „dziewczyny z sąsiedztwa” a ikoną stylu. Widać, że czuje się w tej skórze doskonale. Jej makijaż – mocny, ale nieprzerysowany – tylko dopełnił ten wizerunek pewnej siebie kobiety, która bawi się modą na własnych zasadach.
Można jej nie lubić, można nie śledzić jej kariery muzycznej czy aktorskiej, ale jedno trzeba oddać: Julia nie pęka. W świecie, gdzie większość gwiazd boi się modowej wpadki i wybiera bezpieczne pastele, ona stawia na czerń, prześwity i drapieżność. I choć dla niektórych to tylko kolejna ścianka, dla Wieniawy to kolejna lekcja z cyklu, jak utrzymać się na szczycie zainteresowania, nie mówiąc ani słowa. To nie był tylko strój, to była dobrze przemyślana strategia, która po raz kolejny zadziałała bezbłędnie.
