NFL
Najpierw Bożena Dykiel a teraz on. Nie żyje legendarny aktor. Tragiczne wieści nadeszły nagle
Jeszcze nie opadły emocje po informacji o śmierci Bożeny Dykiel, a środowisko artystyczne znów mierzy się ze stratą. Widzowie, którzy w ostatnich dniach żegnali jedną z najbardziej wyrazistych aktorek, usłyszeli kolejną wiadomość, która uderza równie mocno. Nie żyje Jerzy Słonka – aktor teatralny, filmowy i telewizyjny, kojarzony z warszawskimi scenami i serialami, które przez lata były częścią codzienności Polaków.
Śmierć Bożeny Dykiel poruszyła widzów w całym kraju. Aktorka miała 77 lat. Przez ponad pięć dekad budowała swój dorobek w teatrze, kinie i telewizji. Dla szerokiej publiczności stała się szczególnie bliska dzięki serialowi „Na Wspólnej”, gdzie przez ponad 20 lat wcielała się w postać Marii Zięby.
Zapamiętano ją także z ról w klasyce polskiego kina, m.in. w „Ziemi obiecanej” i „Weselu”, a także z kultowych „Alternatyw 4”. Jej obecność na ekranie była charakterystyczna – silny temperament, rozpoznawalna barwa głosu i energia, która potrafiła „zrobić scenę”, nawet gdy nie stała w centrum kadru.
Nie żyje Jerzy Słonka. Teatr Syrena przekazał smutne wieści
W środę 12 lutego 2026 roku pojawiła się informacja o śmierci Jerzego Słonki. Aktor miał 76 lat. O jego odejściu poinformował w mediach społecznościowych zespół warszawskiego Teatru Syrena, podkreślając jego wieloletnią obecność w repertuarze i wkład w życie artystyczne instytucji.
Zobacz więcej
Słonka należał do tych aktorów, których widzowie rozpoznawali od razu, nawet jeśli nie zawsze padało nazwisko. Często pozostawał w cieniu pierwszoplanowych bohaterów, ale jego role miały w sobie wyrazistość i charakter, który zostaje w pamięci.
Widzowie kojarzą go z „Rodziny zastępczej”. Zagrał Lesia
Szeroka publiczność łączy Jerzego Słonkę przede wszystkim z kultowym serialem „Rodzina zastępcza”. To właśnie tam pojawił się jako Leś – postać, która dla wielu fanów stała się jednym z rozpoznawalnych elementów tej familijnej opowieści.
Serial emitowany w latach 1999–2009 przez lata był „w tle” polskich domów. A tacy aktorzy jak Słonka budowali jego wiarygodność: nie krzyczeli, nie epatowali, po prostu grali tak, że widz wierzył w tę historię.
Teatr był jego codziennością. Zostawił po sobie dziesiątki ról
Jerzy Słonka przez lata pracował również na scenie. W Teatrze Syrena i na innych warszawskich deskach pokazywał zarówno komediowy, jak i dramatyczny warsztat. W repertuarze Syreny pojawiał się m.in. w spektaklach „Momo”, „Skazani na Shawshank” czy „Frankenstein”. Grał też króla w inscenizacji „Kot w butach”, która przez lata przyciągała rodzinnych widzów.
Poza teatrem i telewizją miał też epizody w dubbingu i innych projektach filmowych. Jego filmografia często była drugoplanowa, ale właśnie w tym tkwiła jego siła – potrafił „dobić” scenę i nadać jej właściwy ton.
Kolejny cios dla widzów i środowiska artystycznego
W krótkim czasie świat kultury pożegnał dwie ważne postacie. W przypadku Jerzego Słonki wielu widzów mówi o szczególnym rodzaju straty – odchodzi ktoś, kto przez lata był częścią serialowej codzienności i teatralnego repertuaru, nawet jeśli rzadko trafiał na nagłówki.
To właśnie tacy aktorzy – wierni zawodowi, konsekwentni, obecni w tle – tworzą fundamenty sceny i ekranu. I dlatego ich odejście boli mocniej, niż mogłoby się wydawać.
