NFL
Musiało upłynąć trochę minut, zanim Aleksandra Król-Walas znalazła w sobie siłę, by podejść do rozmów z mediami. Choć przez ten czas stała na stoku, wśród ludzi, ćwierćfinałową porażkę przeżywała samotnie — to spoglądając na rywalizację, to na telefon, a w międzyczasie ocierając łzy. — Czuję głównie złość — powiedziała wprost, wskazując, co przesądziło o przegranej ➡️
Musiało upłynąć trochę minut, zanim Aleksandra Król-Walas znalazła w sobie siłę, by podejść do rozmów z mediami. Choć przez ten czas stała na stoku, wśród ludzi, ćwierćfinałową porażkę przeżywała samotnie — to spoglądając na rywalizację, to na telefon, a w międzyczasie ocierając łzy. — Czuję głównie złość — powiedziała wprost, wskazując, co przesądziło o przegranej.
To nie był polski poranek na stoku w Livigno. Po eliminacjach z rywalizacją pożegnało się trzech naszych snowboardzistów: Oskar Kwiatkowski, Michał Nowaczyk i Maria Bukowska-Chyc. Bez problemu przebrnęła przez nie Aleksandra Król-Walas. Jej piąte miejsce nie było jednak żadną niespodzianką. Sama zdawała sobie sprawę, że jest jedną z naszych największych medalowych szans.
Presja z pewnością nie pomagała. Pomimo dobrego wyniku, patrząc na Król-Walas w strefie mieszanej po eliminacjach, trudno było dostrzec na jej twarzy zadowolenie. Przede wszystkim była bardzo mocno skoncentrowana.
O ile rywalizacja w 1/8 finału z Aurelie Moisan poszła Król-Walas dość gładko, o tyle w pojedynku z Lucią Dalmasso pojawiły się problemy. Na początku przejazdu Polka prowadziła, ale w drugiej części trasy w wyniku jej błędu, to rywalka przejęła inicjatywę.
Nasza snowboardzistka mocno przeżywała porażkę. Minęło kilkanaście minut, zanim podeszła do rozmów z dziennikarzami. W tym czasie, stojąc pod stokiem, można było odnieść wrażenie, że przeżywa ten moment sama w swojej głowie, co jakiś czas ocierając łzy. I to mimo tego, że wokół niej stało wielu ludzi.
Gdy wreszcie przyszła, już nie płakała. — Czuję głównie złość. Jest mi po prostu smutno, bo uważam, że było mnie stać na więcej. No ale taki jest ten sport. Ktoś musi wygrać, ktoś musi przegrać. Szkoda, bo prowadziłam cały czas ten przejazd i wystarczył jeden błąd przed samą metą, który zdecydował, że to nie ja zdobyłam brązowy medal — mówiła na gorąco.
Poczułam jej oddech na plecach, że się zbliża. Wiedziałam, że trasa czerwona jest na dole troszkę szybsza, więc chciałam pojechać jak najbliżej tyczki, a tam był stożek śnieżny, w który po prostu uderzyłam. Przez to się wyprostowałam, a to było już na płaskim i przed samą metą wytraciłam prędkość. Jak wjeżdżałam na metę, to wiedziałam, że już nic z tego nie będzie — tłumaczyła. Fakt, że przegrała z brązową medalistką, w żadnym stopniu jej nie pocieszał.
Pewnie będę kilka dni zła, muszę sobie po prostu odpocząć. Do dokończenia jest jeszcze Puchar Świata. Kolejne igrzyska? Dzisiaj o tym nie myślę. Na razie myślę, żeby dokończyć sezon, a głównie to o tym, żeby sobie odpocząć — ucięła temat medalistka MŚ.
Do Livigno przyjechała cała najbliższa rodzina Król-Walas. Wolne chwile mogła spędzać z córeczką Hanią. — Bardzo mnie wspierali. Przyszli tutaj, kibicowali i powiedzieli, że nic się nie stało. Dla nich i tak jestem wielka, więc fajnie mieć takie wsparcie rodziny — mówiła Polka.
Trwający sezon jest jednym z najlepszych w karierze Król-Walas — trzy razy stawała na podium Pucharu Świata.
