NFL
Młody wilk walczył o życie na mrozie, a brak jasnych procedur utrudniał pomoc. Dramatyczna sytuacja pod Czaplinkiem ujawnia systemowe luki.
Czołgał się po poboczu. Z trudem ciągnął swe ciało. Miał całkowity paraliż tylnych łap. Na dworze było -12 st. C. W takich warunkach pod Czaplinkiem (woj. zachodniopomorskie) przez kilka godzin konał młody wilk. Nikt nie wiedział, kto ma pomóc rannemu zwierzęciu.
Potrącony wilk z paraliżem tylnych kończyn przez wiele godzin leżał nocą przy drodze w okolicach Czaplinka, przy mrozie sięgającym -12 st. C. Policja zabezpieczała miejsce. Była jednak bezsilna wobec niejasnych procedur i braku weterynarza. To uniemożliwiało szybką reakcję i pomoc konającemu zwierzęciu.
W nocy z wtorku na środę, 20-21 stycznia, przez wiele godzin, na poboczu jednej z dróg w okolicach Czaplinka konał młody wilk – zwierzę objęte w Polsce ścisłą ochroną gatunkową. Został potrącony przez samochód i doznał ciężkich obrażeń, w tym – jak wynikało z dokumentacji wideo – złamania kręgosłupa i całkowitego paraliżu tylnych kończyn.
Na miejscu przez kilka godzin obecni byli funkcjonariusze policji, którzy – zgodnie z otrzymanymi poleceniami – zabezpieczali zwierzę, pilnując, by nie wyszło na jezdnię i nie spowodowało kolejnego zagrożenia. Temperatura w nocy spadła do około -12 st. C.
O dramatycznej sytuacji poinformowała PAP dr hab. Sabina Nowak, prof. Uniwersytetu Warszawskiego, badaczka i ekspertka od ochrony wilków, związana z organizacjami zajmującymi się ochroną tego gatunku.
Jest godz. 1.20 w nocy. Od dwóch godzin próbuję z policjantami z Czaplinka pomóc młodemu wilkowi potrąconemu przez samochód. Wilk ma złamany kręgosłup i totalnie bezwładne tylne kończyny
napisała w mailu przesłanym do redakcji.
Jak zrelacjonowała prof. Nowak, filmy nagrane przez policjantów zostały skonsultowane z lekarzem weterynarii z Bielska-Białej.
Nie da się go uratować. Ale nie można też go uśmiercić, bo żaden lekarz weterynarii z Czaplinka nie odbiera telefonu i nie wiadomo, z kim gmina Czaplinek ma podpisaną umowę
– podkreśliła.
Nie reagował na pukanie w szybę. Jego małe ciało przeszywały dreszcze
Zwierzę kona. Spór o kompetencje
Według relacji prof. UW Powiatowy Lekarz Weterynarii w Drawsku Pomorskim, Tadeusz Klima, miał stwierdzić, że sprawa nie leży w jego kompetencjach, ponieważ nie otrzymał od gminy informacji o zawartej umowie z lekarzem weterynarii.
Wilk czołga się po poboczu przy minus 12 stopniach, a patrol policji go pilnuje, bo taki dostał rozkaz. Dyżurny policjant w Drawsku Pomorskim wydzwania do lekarzy weterynarii w całej okolicy – bezskutecznie. A ja nic nie mogę zrobić, bo jestem 720 km od tego wilka
– napisała prof. Nowak.
Po otrzymaniu tej informacji Polska Agencja Prasowa podjęła próbę interwencji.
W rozmowie telefonicznej z PAP Powiatowy Lekarz Weterynarii w Drawsku Pomorskim Tadeusz Klima zakwestionował jednoznaczność diagnozy stawianej przez osobę z organizacji zajmującej się ochroną wilków.
Być może ten wilk jest do wyleczenia
– stwierdził, jednocześnie podkreślając, że osoba zgłaszająca sprawę “nie jest weterynarzem”.
Na sugestię, że to właśnie powiatowy lekarz weterynarii powinien wskazać lekarza, który niezwłocznie uda się na miejsce, odpowiedział:
Ja znam swoje kompetencje i wiem, kto od czego jest.
Dopytywany wprost, czy odcina się od sprawy, nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi, po czym zakończył rozmowę.
Dramat przy torach w Wielbarku. Sunia Śnieżynka walczyła do końca
Policjanci próbowali pomóc dzikiemu zwierzęciu
Z relacji rozmów prowadzonych w nocy wynika, że funkcjonariusze policji byli w tej sytuacji jedyną służbą, która faktycznie pozostawała na miejscu zdarzenia i próbowała działać.
Jeżeli zwierzę jest pod ścisłą ochroną, to musi przyjechać lekarz weterynarii, który stwierdzi, czy się nadaje do leczenia, czy nie
– powiedział dyżurny policji w rozmowie z dziennikarką PAP.
Policjant podkreślił, że jego formacja nie ma kompetencji do oceny stanu zwierzęcia ani do podejmowania decyzji o ewentualnym skróceniu jego cierpienia.
My nie jesteśmy weterynarzami. Nie możemy na podstawie spojrzenia czy filmiku decydować, czy zwierzę ma szanse przeżyć
– zrelacjonował dyżurny.
Wilk konał na poboczu. Niejasne procedury
Z nocnych rozmów z przedstawicielami różnych instytucji – policji, straży pożarnej, lekarzy weterynarii oraz samorządów – wyłania się obraz braku jasnych procedur, szczególnie w sytuacjach nocnych, dotyczących dzikich zwierząt objętych ochroną gatunkową.
Straż pożarna w Drawsku Pomorskim, choć formalnie nieodpowiedzialna za takie przypadki, podjęła próbę pomocy, przekazując numery telefonów do lekarzy weterynarii z okolicznych miejscowości, w tym z Połczyna-Zdroju, Czaplinka, Świdwina i innych powiatów.
Powinienem wykonać jeden albo dwa telefony i ta sprawa powinna się skończyć. Tak jest z żubrami – dzwonimy i przyjeżdżają. A tu – nic
– wskazał dyżurny straży pożarnej, który wykazał ogromne zaangażowanie i bardzo chciał pomóc.
Eksperci zajmujący się ochroną dzikich zwierząt wskazują, że sytuacja z Czaplinka nie jest odosobniona.
Brak całodobowych dyżurów weterynaryjnych, niejasne umowy między gminami a lekarzami, przerzucanie odpowiedzialności między powiatem, gminą, policją i służbami weterynaryjnymi – wszystko to sprawia, że w praktyce cierpienie chronionych zwierząt może trwać godzinami, bez możliwości podjęcia decyzji zgodnej z prawem i zasadami humanitaryzmu.
