NFL
Michał Niewiński ma przed sobą wyjątkową szansę na olimpijskie medale w short tracku. Czy jego determinacja i wsparcie rodziny przyniosą sukces?
Szukaj w serwisie…
Szukaj
Wideo
Plotki
Wydarzenia
Pieniądze
Sport
Inne sporty
Polski olimpijczyk i cztery szanse na medal. Wie, co będzie kluczowe
Polak ma aż cztery szanse na olimpijski medal. To będzie kluczowe
Ryszard Opiatowski
Dziennikarz działu Sport
Data utworzenia: 10 lutego 2026, 7:25.
Udostępnij
Michał Niewiński we wtorek 10 lutego około godz. 11:30 ruszy do olimpijskiej rywalizacji w short tracku. Wystartuje w eliminacjach 1000 m, a pół godziny później czeka go bieg w sztafecie mieszanej. — Z mojego doświadczenia wynika, że kluczowa jest wiara w to, że medal można zdobyć. To bardzo mocno wpływa na wynik i na to, jakie są wyniki — powiedział w rozmowie z “Faktem”.
Michał Niewiński4
Zobacz zdjęcia
Michał Niewiński Foto: Marcel ter Bals / Defodi Images
Niewiński to mistrz świata juniorów i medalista mistrzostw świata i Europy. W igrzyskach olimpijskich debiutował cztery lata temu, lecz w sztafecie mieszanej i na 1500 m zajął dalsze miejsca. Teraz nie ukrywa, że celem są medale, zwłaszcza że będzie mieć specjalne wsparcie z trybun.
Michał Niewiński: Przede wszystkim rodzice. Wiąże się z tym bardzo dużo emocji, bo tak naprawdę, gdyby nie oni, nie byłoby mnie tutaj. To oni wspierali mnie od samego początku. Moja mama od pierwszego treningu na łyżwach mówiła, że trenuję po to, żeby pojechać na igrzyska i zdobyć medal. Ale to nie było na zasadzie leczenia ambicji, tylko wiary we mnie, że ja po prostu jestem w stanie to zrobić. Wtedy to było bardzo odległe, nawet nie wiedzieliśmy, czy to jest faktycznie możliwe. Po prostu tak się mówiło. No i jesteśmy tutaj prawie 20 lat później i moi rodzice będą oglądać, jak jadę na igrzyskach olimpijskich.
Tak, to dość długa historia. W młodym wieku jeździli na zamarzniętym jeziorze w swojej rodzinnej miejscowości Suraż pod Białymstokiem. Moja babcia była tam nauczycielką wychowania fizycznego i wypożyczała łyżwy, na których jeździli moi rodzice. Gdy rzeka wylewała i zimą zamarzała, wszyscy jeździli. Gdy byli dorośli i mieli już dzieci — moją siostrę i brata — nadal chodzili na ślizgawki. Później urodziłem się ja. Jeszcze nie chodziłem, a już mnie zabierali na łyżwy. I tak to się zaczęło.
Jeżdżą na hokejówkach, czy takich do short tracku?
Trzy lata temu moi rodzice zaczęli jeździć na długich łyżwach, takich jak ja. Wcześniej była to tylko rekreacyjna jazda na hokejówkach. Teraz jeżdżą na moim starym sprzęcie, a ja jestem dla nich trochę mentorem. Widzę w nich ogromną pasję i postęp, bardzo miło się na to patrzy. Pod koniec marca zadebiutują w poważnej imprezie, bo w mistrzostwach świata masters w Białymstoku. To dla mnie ogromna duma, że będą ze mną na igrzyskach olimpijskich w Mediolanie.
Niestety, lód nas mocno zweryfikował, muszę to przyznać. Ale ja podchodzę do tego wszystkiego z większym chłodem i spokojem. Przede wszystkim wiem, że ogromna odpowiedzialność spoczywa na naszych barkach, ale jest też ogromna duma. Reprezentowanie Polski to jest poniekąd przywilej. Nie każdy ma taką możliwość, a my jesteśmy w gronie osób, które dostały taką szansę. Bardzo ciężko na to zapracowaliśmy, a ja bardziej odczuwam dumę niż presję, że muszę zdobyć medal. Chcę po prostu pokazać się z jak najlepszej strony.
Ma już pan medal największych imprez. A tutaj szans na podium będzie sporo, bo przed panem trzy indywidualne starty i sztafeta mieszana.
prawda. Wielu sportowców stara się nie dawać medalowych gwarancji. Ja też ich nie daję, ale nie boję się rozmawiać o medalu, bo całe moje życie było tak naprawdę ułożone po to, żeby pojechać na igrzyska i o te medale walczyć. One są celem. Muszę się oswajać z taką myślą, bo jeśli będę na pozycji medalowej i nie będę oswojony z myślą, że to jest miejsce, w którym mam być, to pytanie, czy się nie zestresuję. Z mojego doświadczenia wynika, że kluczowa jest wiara w to, że medal można zdobyć. To bardzo mocno wpływa na wynik i na to, jakie są wyniki. Mam przekonanie, że jesteśmy w stanie walczyć o podium. Nie boję się tego mówić. Ale też wielokrotnie podkreślałem, że w Mediolanie nie ważą się losy świata i jeśli medalu nie zdobędziemy, świat się nie skończy. Szczególnie w tak nieprzewidywalnej dyscyplinie, jak short track. Możemy być dwunastą, ostatnią, drużyną, ale możemy też wygrać. Takimi prawami rządzi się nasz sport. To jest jego piękno i przekleństwo
