NFL
Ludzie nie mogli dłużej wytrzymać, wyszli na ulice. Ogromna awantura, Tusk potwierdził zamknięcie
Jeszcze kilka dni temu spór o los zwierząt toczył się głównie w mediach społecznościowych. W piątek przeniósł się na ulice niewielkiego Sobolewa i błyskawicznie podzielił lokalną społeczność. Jedni przyszli alarmować o dramacie psów, inni bronić władz gminy i podważać oskarżenia aktywistów. Gdy emocje sięgały zenitu, z Warszawy popłynął komunikat, który przesądził o dalszym losie schroniska.
24 stycznia do Sobolewa przyjechała redakcja „Faktu”, by relacjonować protest związany z zarzutami wobec schroniska Happy Dog. Na miejscu szybko okazało się, że nie ma jednej wersji wydarzeń. Naprzeciw siebie stanęli aktywiści oraz część mieszkańców mówiących o fatalnych warunkach, w jakich mają przebywać psy, a także osoby zdecydowanie broniące wójta gminy
Zamiast wspólnego apelu pojawiły się wzajemne pretensje. Padały oskarżenia o „nagonkę”, niszczenie wizerunku miejscowości i manipulowanie opinią publiczną. Atmosfera gęstniała z każdą minutą, a rozmowy szybko przeradzały się w ostre wymiany zdań.
Jedni zarzucali władzom brak reakcji na sygnały o cierpieniu zwierząt. Drudzy przekonywali, że skala problemu została sztucznie wyolbrzymiona, a Sobolewo niesłusznie stało się celem ataku w internecie.
Podczas protestu wyraźnie słychać było głosy wsparcia dla włodarza gminy. Część mieszkańców nie kryła oburzenia wobec zarzutów kierowanych pod adresem samorządu.
Jeden z najlepszych wójtów. Robił wszystkie drogi, gdzie można było. Najlepszy wójt, jakiego mieliśmy do tej pory praktycznie – mówił jeden z uczestników zgromadzenia w rozmowie z „Faktem”.
Dla obrońców władz kluczowe były inwestycje i codzienne funkcjonowanie gminy. Ich zdaniem to dowód, że Sobolewo jest dobrze zarządzane, a zarzuty wobec schroniska nie oddają rzeczywistości.
Kiedy reporterka zapytała wprost o los zwierząt i doniesienia o złych warunkach, odpowiedzi były jednoznaczne.
– Nie, proszę pani, ja adoptowałem tam i psa, i kota i ja nie widziałem, żeby tam były jakieś nie wiem co złe warunki albo złe traktowanie tych zwierząt. Wręcz przeciwnie – stwierdził jeden z mężczyzn.
– Ja też nie widziałem – dodał kolejny rozmówca.
Jednym z najbardziej zapalnych punktów sporu były zdjęcia i nagrania publikowane w internecie. Według aktywistów mają one dokumentować skrajnie wychudzone psy i złe warunki panujące w schronisku Happy Dog. Materiały te wywołały ogromne emocje w całym kraju.
Podczas protestu wielu mieszkańców kwestionowało jednak ich autentyczność.
– Nie wiadomo, czy to jest stamtąd. Różnie to można interpretować – mówili uczestnicy zgromadzenia.
Najostrzejsze słowa padały pod adresem organizacji zajmujących się ochroną zwierząt. Pojawiły się sugestie o próbie przejęcia schroniska i zarzuty dotyczące rzekomych interesów finansowych.
– Jakieś stowarzyszenie idiotyczne chce to przejąć, bo to dobry biznes z tego jest. Stowarzyszenie nie podlega kontroli weterynaryjnej i będą mieli pole do popisu wtedy – mówił jeden z obrońców obecnego zarządzania placówką.
Gdy w Sobolewie trwała awantura, sprawa nabrała ogólnopolskiego wymiaru. Głos zabrał premier Donald Tusk, który odniósł się do sytuacji zwierząt i działań służb.
– Schronisko w Sobolewie to kolejny dowód na to, że ludziom desperacko brakuje tego, czego możemy uczyć się od psów: miłości, wierności, charakteru – napisał premier.
W kolejnym wpisie przekazał kluczową informację.
– Powiatowy Lekarz Weterynarii zamknął dziś to schronisko. Nie będzie taryfy ulgowej dla tych, którzy skazują zwierzęta na cierpienie – poinformował Donald Tusk.
Decyzja o zamknięciu schroniska zakończyła lokalny spór administracyjną interwencją. Dla jednych była potwierdzeniem najgorszych obaw, dla innych szokującym finałem konfliktu, który – jak twierdzą – opierał się na niepełnych lub podważanych informacjach. Jedno jest pewne: sprawa Sobolewa przestała być lokalna, a jej konsekwencje odczuwalne są daleko poza granicami gminy.
