NFL
Katastrofa kolejowa pod Adamuz wstrząsnęła Hiszpanią. Wśród ofiar prawie cała rodzina, a najmłodsza córeczka odnaleziona w niezwykłych okolicznościach.
Nie znali się. Ale w tym samym czasie wsiedli do tego samego pociągu i nikt z nich nie spodziewał się, że to będzie ich ostatnia podróż. Zginął dziennikarz, lekarz wracający z dyżuru, maszynista, który nie miał szans zahamować. Byli nauczyciele, studenci, emeryci. Śmierć poniosła też prawie cała rodzina, z której przeżyła tylko najmłodsza córeczka. Odnaleziono ją, jak błąkała się samotnie wzdłuż torów. Każdy miał swoje plany, zawód, kierunek podróży. Połączyła ich nagła śmierć. W katastrofie kolejowej, do której doszło 19 stycznia pod Adamuz w Hiszpanii, życie straciły co najmniej 42 osoby.
Zdjęcia ofiar katastrofy pod Adamuz. W tle: akcja ratunkowa na torach.17
Zobacz zdjęcia
Zdjęcia ofiar katastrofy pod Adamuz. W tle: akcja ratunkowa na torach. Foto: Susan Vera/Reuters / Archiwum prywatne
Hiszpańskie media opublikowały nazwiska i zdjęcia części ofiar. Niektóre z tych twarzy uśmiechają się jeszcze z profilowych zdjęć, inne już z czarno-białych ramek. To nie są dane z raportu, to prawdziwi ludzie. Każdy z nich z osobną historią.
Wśród ofiar był m.in. Oscar Toro, dziennikarz specjalizujący się w ochronie środowiska, i jego żona, fotografka Maria Clauss. Jak dowiedział się dziennik “El Mundo”, wracali z Madrytu z ważną przesyłką, archiwalnymi zdjęciami króla Filipa VI. Mieli je przekazać przed wizytą monarchy. Nie zdążyli. Zdjęcia zaginęły wraz z nimi wśród wraków.
Zginęła też prawie cała rodzina z Aljaraque: José Zamorano, jego żona Cristina Álvarez, ich 12-letni syn José, 6-letnia córka Cristina i 23-letni siostrzeniec Félix. Przeżyła tylko najmłodsza, mała Cristina, odnaleziona potem przez funkcjonariuszkę policji. Błąkała się samotnie wzdłuż torów.
W katastrofie zginęła również Nati de la Torre, babcia, która zabrała troje wnucząt i ich ojca do Madrytu na musical “Król Lew”, by uczcić sprzedaż działki. Troje dzieci przeżyło, choć są ranni. Ich ojciec walczy o życie na oddziale intensywnej terapii.
Był też Ricardo Chamorro, funkcjonariusz więzienny i wykładowca z Huelvy. Wraz z kolegą, prawnikiem Andrésem Gallardo, wracali z Madrytu po egzaminach swoich uczniów. Siedzieli w wagonie 4, ale w momencie uderzenia byli w wagonie barowym.
Miriam del Rosario Alberico, 27-letnia nauczycielka z Lepe, również zginęła. Przygotowywała się do egzaminów, chciała zostać nauczycielką w szkole średniej. Była w wagonie 1, tym najbardziej zniszczonym.
Rafael Millán Albert, 52-latek, był w tej samej kawiarence co Chamorro i Gallardo. Był wysokim, ciemnowłosym mężczyzną. Jego siostrzeniec szukał go jeszcze przez całą noc, publikując zdjęcie ślubne w mediach społecznościowych. Jego żona przeżyła.
Ofiarą wypadku był też David Cordón, pielęgniarz z Huelvy i ojciec piłkarza klubu Getafe. Wcześniej był zawodnikiem piłki plażowej. Jechał z Madrytu po meczu syna. Rodzina najpierw otrzymała błędną informację, że żyje, potem ją cofnięto.
W Hiszpanii ogłoszono trzydniową żałobę narodową. Na wielu dworcach pojawiły się znicze, a w szkołach i miejscach pracy uczczono pamięć ofiar minutą ciszy. Tymczasem trwa śledztwo prowadzone przez hiszpańską komisję ds. badania wypadków kolejowych.
Według wstępnych ustaleń do katastrofy doszło na wyremontowanym odcinku torów. Jedną z analizowanych przyczyn jest uszkodzenie szyny, które mogło doprowadzić do wykolejenia jednego z pociągów. Oba składy poruszały się z dużą prędkością, choć nie przekraczały dozwolonych limitów. Dochodzenie obejmuje również sprawdzenie systemów bezpieczeństwa, komunikacji i ewentualnych opóźnień w reakcji. Pełne wyniki mogą być znane dopiero za kilka tygodni.
