NFL
Johannes Klaebo, mimo że jest legendą igrzysk, w Norwegii nie cieszy się takim uznaniem, jakiego można by się spodziewać. Dlaczego?
Co możemy powiedzieć o tym zawodniku? — zapytała retorycznie po przedstawieniu pozostałych medalistów prowadząca konferencję prasową. No tak, brakuje już słów, by zdefiniować wielkość Johannesa Klaebo. Mimo tego w Norwegii nie jest ceniony tak bardzo, jak mniej utytułowani rodacy z przeszłości. Oto powód.
Sobotni bieg na 50 km zakończył się krótko po godz. 13:00, a organizatorzy założyli, że zawodnicy pojawią się na konferencji prasowej ok. 14:40. Szybko okazało się, że był to bardzo optymistyczny scenariusz.
Johannes Klaebo odpowiada jeszcze na pytania w strefie mieszanej” — usłyszeliśmy ok. 15:00. 40 min później organizatorzy po raz kolejny poprosili o cierpliwość i chyba stwierdzili, że jakiekolwiek szacunki dotyczące godziny rozpoczęcia konferencji nie mają żadnego znaczenia.
Nadczłowiek. Gigant. Fenomen. Absolutna legenda igrzysk. Na olimpijskim stadionie nie było w sobotę nikogo, kto odpuściłby choćby wymianę dwóch zdań z Johannesem Klaebo. Zwłaszcza że to dziś mistrz zwieńczył dzieło, zdobywając swój szósty medal we Włoszech.
Podczas dwóch intensywnych tygodni na trasach biegowych towarzyszyli mu najbliżsi. Po każdych zawodach szaleli z radości. Dziś było jednak inaczej. Podczas wspólnej celebracji pojawiło się sporo łez.
— Bliskość mojej rodziny tutaj znaczy dla mnie bardzo wiele, zwłaszcza taty, który od lat jest najważniejszą osobą w moim życiu. Zajął się wszystkim za mnie, dbał o jedzenie, transport, odpowiadał na wszystkie prośby mediów… W ostatnich latach poświęcił prawdopodobnie tyle samo, co ja. Dlatego to dla nas tak wyjątkowy moment — tłumaczył później.
Zapisywanie się złotymi zgłoskami na kartach historii to już dla Klaebo właściwie chleb powszedni. Triumfując w biegu na 50 km, dołożył do swojego bogatego dorobku 11. złoty medal igrzysk olimpijskich. W klasyfikacji wszech czasów wyprzedza go jedynie Michael Phelps, zdobywca 23 złotych krążków w latach 2004-16.
I choć na świecie nie ma sobie równych, w kraju… wciąż ustępuje swoim rodakom. Okazuje się, że jego kosmiczna forma, której absolutnie nikt nie potrafi dorównać, w pewnym sensie stała się jego przekleństwem.
Nie jest mu łatwo, bo Norwegowie mogą mieć wrażenie, że każdy bieg, w którym bierze udział, to krajowe mistrzostwa. Myślę, że nie dostaje należnego mu uznania, bo niektórzy uważają, że skoro rywalizuje głównie z Norwegami, te sukcesy przychodzą mu zbyt łatwo — mówi nam Anders Skjerdingstad, dziennikarz NRK.
— W ich odczuciu sukcesy Pettera Northuga, który wygrywał z Niemcami, były czymś większym. Oczywiście zdobycie sześciu medali na jednych igrzyskach olimpijskich to coś, czego nikt wcześniej nie dokonał, więc być może podejście ludzi trochę się zmieni. Johannes oczywiście jest popularny, ale myślę, że wciąż nie tak jak Northug, gdy był u szczytu formy — dodaje nasz rozmówca.
