CELEBRITY
Harem Kalibabki. “Kazał nam ubierać się w spódniczki i białe bluzki z kołnierzykami takimi jak w szkole”
Podróże po Polsce były naprawdę fantastyczne. Nigdy nie poznałabym tylu miast. On z jednej strony bardzo mnie bił, ale z drugiej okazywał dużo serca – opowiada w książce Wiktora Krajewskiego “Kalibabka. Historia największego uwodziciela PRL” jedna z “grzałek”, które miały zwabiać inne kobiety w ramiona Kalibabki i zaspokajać jego potrzeby seksualne.
Jerzy Kalibabka ps. Tulipan, polski przestępca-uwodziciel, w 1992 roku (fot. Edward Iwanek / PAP)
Kilka miesięcy, które Niusia spędza u boku Kalibabki, to intensywny czas. Para nie próżnuje i nigdy nie zatrzymuje się w jednym miejscu na dłużej – nie tylko dlatego, że potrzebuje coraz to nowszych źródeł zarobku, lecz także z powodu wzmagających się poszukiwań organizowanych przez milicję. Na początku Małgosia i Jerzy spędzają kilka tygodni w Giżycku.*
Tulipan zamyka dziewczynę w domu, a sam chodzi na dyskoteki, gdzie szuka służącej dla swojej pani. Gdy znajduje odpowiednią kandydatkę, przystępuje do zwyczajowego procesu rekrutacji: najpierw odbywa z dziewczyną stosunek na klatce schodowej klubu, potem kochają się w plenerze, nad jeziorem, aż wreszcie Tulipan proponuje jej dołączenie do swojego haremu.
JERZY KALIBABKA: Miałem na nią ochotę, gdyż było mi z nią dobrze. To samo ona mówiła o mnie. Była szczęśliwa, że ma ze mną stosunki.
Szybko jednak okazuje się, że chętna do pieszczot Agnieszka – bo tak ma na imię dziewczyna poznana w Giżycku – nie nadaje się do roli służącej. Zamiast zajmować się domem i pokornie czekać, aż pan nagrodzi ją za pracę kilkoma chwilami cielesnych rozkoszy, sama wychodzi z inicjatywą. To się Jerzemu nie podoba. Nie interesują go dziewczęta zepsute, bez skrępowania dające wyraz swoim seksualnym pragnieniom. Dla niego kobieta ma być zawsze do jego dyspozycji, ale musi też znać swoje miejsce. Odsyła więc Agnieszkę z powrotem do rodziców.
