NFL
Gwiazdy żegnają Edwarda Linde-Lubaszenkę 💔
Edward Linde-Lubaszenko nie był typem aktora, który musi przepychać się łokciami w pierwszym rzędzie na ściankach. Właśnie dzisiaj, gdy żegnamy go na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, widać to najwyraźniej. Odchodzi człowiek, który udowodnił, że można być wielkim, nie będąc celebrytą.
Dla masowej widowni to przede wszystkim ojciec Olafa Lubaszenki, ale sprowadzanie go tylko do tej roli byłoby zwyczajnie niesprawiedliwe. Edward to filar, na którym przez dekady opierał się Teatr Polski we Wrocławiu czy Stary Teatr w Krakowie. To tam, na deskach, a nie w blasku fleszy, czuł się najlepiej. Miał w sobie tę rzadką, „staroświecką” klasę – potrafił wejść na scenę, nic nie mówić i od razu skupić na sobie całą uwagę. W filmach często oglądamy go na drugim planie, ale to on zazwyczaj kradnie show. Wystarczy wspomnieć jego role w „Psach” czy „Operacji Samum”. Ma w sobie ten specyficzny rodzaj charyzmy, który sprawia, że buduje napięcie jednym spojrzeniem. Nigdy nie grał „pod publiczkę”. Był rzemieślnikiem w najlepszym tego słowa znaczeniu – kimś, dla kogo zawód aktora to misja, a nie sposób na zbieranie lajków.
Dzisiejsza uroczystość to moment, w którym polska kultura traci kawałek swojej historii. Edward Linde-Lubaszenko pozostaje w pamięci jako mistrz skromności. Nawet kiedy choroba dawała o sobie znać, nie robił z tego medialnego widowiska. Żył po swojemu i tak samo odchodzi. Patrząc na to, jak wspominają go koledzy z branży, widać, że był kimś więcej niż tylko nazwiskiem z afisza. Był punktem odniesienia dla młodych, dowodem na to, że talent broni się sam, bez zbędnego hałasu i tanich sensacji.
Pogrzeb Edwarda Linde-Lubaszenki, fot. KAPiF
Nie żyje Edward Linde-Lubaszenko.
Dziś, 24 lutego, żegnamy człowieka, który był jedną z najmocniejszych kart w talii polskiego teatru i kina. Edward Linde-Lubaszenko to postać, której nie da się zaszufladkować. Miał w sobie tę rzadką mieszankę powagi starej szkoły i dystansu, który pozwalał mu z taką samą klasą grać w dramatach Wyspiańskiego, co w kultowych komediach Olafa.
Kiedy patrzymy na jego drogę, widać przede wszystkim tytaniczną pracę. Krakowski Stary Teatr był jego domem przez dekady, a licznik ról – ponad sto teatralnych i siedemdziesiąt filmowych – mówi sam za siebie. Dla jednych na zawsze pozostanie legendarnym aktorem z „Psów” czy „Krolla”, dla innych twarzą, bez której trudno wyobrazić sobie „Chłopaki nie płaczą”. Miał ten specyficzny, lekko ironiczny styl, który sprawiał, że nawet epizod w jego wykonaniu zapadał w pamięć bardziej niż główne role innych. Był nie tylko aktorem, ale i mentorem. Jako wykładowca przez lata formował młode pokolenia, przekazując im warsztat, którego dziś coraz częściej brakuje. To, że jeszcze jesienią widzieliśmy go na scenie Teatru Narodowego w „Weselu”, pokazuje, jak bardzo do końca był oddany sztuce. Dopiero w grudniu powiedział „pas” i ogłosił przejście na emeryturę, jakby czuł, że czas domknąć ten rozdział.
Uroczystości na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach mają charakter państwowy i to nikogo nie dziwi. Aleja Zasłużonych to właściwe miejsce dla kogoś, kto współtworzył najlepsze lata polskiej kultury. Odchodzi nie tylko artysta, ale pewien wzorzec elegancji i zawodowej rzetelności. Dzisiejsze pożegnanie to smutny koniec pewnej epoki, ale jego filmy i role zostają z nami na zawsze. I całe szczęście.
Wystarczyło jedno zdanie Krzysztofa Bosaka. Beata Kempa nie pozostała dłużna
Czytaj dalej
Taką emeryturę z ZUS dostanie 60-latka po przepracowaniu 10 lat. Ta kwota to nie żart
Czytaj dalej
Bliscy i gwiazdy żegnają Edwarda Linde-Lubaszenkę
Tuż przed pogrzebem o charakterze państwowym wystawiono księgę kondolencyjną, do której żałobnicy mogą wpisywać ostatnie słowa pożegnania i wyrazy współczucia dla rodziny aktora. Przy księdze pojawiła się biała róża – symbol szacunku i pamięci.
W kościele ustawiono już trumnę z ciałem aktora, która znalazła się w centralnym punkcie świątyni. Towarzyszyły jej liczne wieńce, znicze oraz odznaczenia państwowe i wyróżnienia przyznane Edwardowi Linde-Lubaszenko w trakcie jego wieloletniej kariery. Obok trumny wyeksponowano kolorowy portret artysty – uśmiechnięty wizerunek przypominający o jego scenicznej energii i charyzmie. Na wstęgach jednego z wieńców można przeczytać poruszające słowa: „Kochanemu dziadkowi i tacie”. Wśród kompozycji kwiatowych znalazł się także wieniec od ministry kultury i dziedzictwa narodowego, będący wyrazem uznania państwa dla jego zasług.
Na ceremonii pojawiło się wiele znanych postaci ze świata kultury i mediów. W pierwszych rzędach zasiedli najbliżsi, w tym syn aktora, Olaf Lubaszenko. Hołd zmarłemu oddali również m.in. Stefan Friedmann, Maja Komorowska, Tomasz Iwan oraz Robert Janowski. Ich obecność podkreśliła, jak wielkim autorytetem i jak ważną postacią dla wielu środowisk był Edward Linde-Lubaszenko. Uroczystość stała się nie tylko pożegnaniem wybitnego aktora, ale także symbolicznym spotkaniem ludzi, których łączyła z nim scena, sztuka i wieloletnia przyjaźń.
