NFL
Górnik, Ruch i GKS w 22 godziny. Oto jak największe śląskie kluby walczą o ściągniecie kibiców na trybuny, a później usiłują ich tam zatrzymać ➡
Jeden szpil, drugi, trzeci. Na jeden weekend zostałem kibicem na Górnym Śląsku. Najpierw w Zabrzu widziałem, jak Górnikowi wychodzi czerpanie inspiracji z USA, koncert na skrzypce i 20 tys. gardeł, wielkie flagi i kebaby od Podolskiego. Niektórzy się krzywią, że festyn, inni powtarzają, że “zobaczysz to show i wrócisz”. W Chorzowie przeżyłem nerwowe chwile podczas spotkania z policją pod Stadionem Śląskim. Wreszcie w Katowicach mogłem przekonać się, co oznaczają “kosmiczne możliwości” GKS-u po przeprowadzce na nowy stadion i co myślą kibice o
działaniach władz klubu. A to wszystko w niecałe w 24 godziny. Oto jak największe śląskie kluby walczą o ściągniecie kibiców na trybuny, a później próbują ich tam zatrzymać.
Na Śląsk zjechały trzy zasłużone dla polskiej piłki kluby, które podjęto w Zabrzu, Chorzowie i Katowicach. Gdyby zliczyć, to spotkali się właściciele 43 tytułów mistrza Polski: Ruch i Górnik (po 14), Lech (9), Widzew (4) i Śląsk (2). Jedynie GKS nigdy nie zdobył w Ekstraklasie upragnionego złota, ale cztery razy był wicemistrzem i trzykrotnie wygrał Puchar Polski.
Czuć było na trzech stadionach historię, najbardziej widoczna jest teraźniejszość, ale i o przyszłości można w tych klubach posłuchać.
Szpil numer jeden. Zabrze. Górnik — Lech
Pociąg z Warszawy do Gliwic punktualnie o 18:41 dojeżdża do Zabrza. Na peron wysypują się głównie pasażerowie z walizkami — ktoś wraca od rodziny, inny do najbliższych właśnie przyjechał. Na peronie czeka na niego komitet powitalny, żeby odebrać ciężkie bagaże.
Za półtorej godziny zaczyna się mecz Górnika z Lechem. Pierwszych kibiców można spotkać w drodze z dworca na ulicę Jagiellońską w centrum miasta. Akurat stoją w kolejce w Żabce, gdzie akurat o tej porze klienci mają sprecyzowane zamówienia — dla wielu piwo przed meczem wpisuje się w zestaw kibica. Tym razem czuć rozczarowanie, bo piwa brak. Są tylko zerówki, ale one mało kogo interesują. To nie prohibicja w związku z meczem, po prostu w tym sklepie alkoholu nie ma. — Nie idzie nawet se ćwiartki kupić? — słyszę głos rozczarowania za plecami.
