NFL
Dziewczyno! Jesteś wspaniała 😍😍💪 ➡️
Wróciła po czteroletniej emeryturze i na zimowych igrzyskach olimpijskich odniosła życiowy sukces! Eliza Rucka-Michałek okazała się objawieniem olimpijskiej rywalizacji w biegu na 50 km. Sama z rozbrajającą szczerością przyznała, że liczyła na miejsce… w czołowej “15”. Przed kamerami Eurosportu trzymała się dzielnie, aż nie pojawił się temat rodziny.
Eliza Rucka-Michałek była największym objawieniem biegu na 50 km zimowych igrzysk olimpijskich. Polka, która raptem trzy razy meldowała się w czołowej trzydziestce zawodów Pucharu Świata i dopiero niedawno wróciła na trasy po czteroletniej emeryturze, włączyła się do walki o medale. Dostarczyła kibicom ogromu emocji i ostatecznie finiszowała na ósmej pozycji.
To brzmi bardzo dobrze. Nie za bardzo to do mnie jeszcze dociera. Nie mam nawet siły mówić — mówiła Rucka-Michałek przed kamerami Eurosportu. Polka przyznała, że na finiszu zabrakło jej siły, by przepuścić decydujący atak na olimpijski medal.
— Na ostatnim kółku było już widać, że dziewczyny czekają na finisz. Miałam dużą stratę, którą udało mi się odrobić. Później było już ciężko, ale walczyłam do ostatnich metrów. Przyznam, że nie napalałam się za wszelką cenę do walki z dziewczynami. Pobiegłam spokojnie, ruszyłam swoim tempem. Cały czas biegłam swoje — tłumaczyła Polka.
Myślę, że każdy sportowiec byłby szczęśliwy, gdy był na moim miejscu. Walczyłam o medal, goniłam rywalki, ale na finiszu było bardzo ciężko — nie ukrywała Polka, która przyznała wprost, że liczyła na miejsce… w top15.
— Cieszę się z takiego obrotu sprawy i myślę, że nie tylko ja, ale i wszyscy kibice. Pewnie dostałam już SMS od trenera Aleksandra Wierietielnego, że jestem dzielna — mówiła.
Bieg na 50 km kobiet zadebiutował w olimpijskiej rywalizacji. I kosztował zawodniczki wiele zdrowia.
Myślę, że wielu zawodników nie byłoby w stanie tyle przebiec. Trzeba być znakomicie przygotowanym pod względem wytrzymałościowym, by temu sprostać. To 20 km różnicy, prawie połowa dystansu więcej. A przecież bieg na 30 km też nie jest łatwy — zauważała Polka.
Polka popłakała się po życiowym sukcesie na igrzyskach
Polska bohaterka ostatniego dnia igrzysk olimpijskich w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo na koniec nie potrafiła ukryć łez. Przygotowania do olimpijskiego startu wymagały wiele poświęceń również w życiu osobistym.
Trener Wierietielny i Justyna Kowalczyk nauczyli mnie ciężkiej pracy. Bardzo wiele im zawdzięczam. Podobnie jak mojemu mężowi, który jest trenerem i poświęcił mi cały rok. Przez to dzieci często były w domu bez mamy — opowiadała Eliza Rucka-Michałek łamiącym głosem przed kamerami Eurosportu.
