NFL
Ceny zaskakują od rana. To paliwo zmierza już do 8 zł za litr. Tusk może zrobić jeszcze jedno Czytaj więcej:
Początek tygodnia przyniósł wyraźne napięcie na globalnym rynku paliwowym. Specjaliści obserwujący handel ropą i produktami naftowymi wskazują, że już pierwsze dni po eskalacji konfliktu w regionie Zatoki Perskiej przełożyły się na mocne wzrosty cen surowca oraz paliw gotowych.
Jak podkreślają analitycy rynku, wahania były bardzo dynamiczne. W pewnym momencie baryłka ropy na światowych giełdach osiągnęła poziom około 120 dolarów, choć później nastąpiło częściowe uspokojenie sytuacji. Mimo tego korekty nie oznaczają powrotu do wcześniejszych poziomów cen – surowiec wciąż pozostaje wyraźnie droższy niż jeszcze pod koniec poprzedniego tygodnia.
– Drożeje nam ropa, drożeją produkty gotowe. Ropa przez chwilę kosztowała 120 dol. za baryłkę, jednak potem rynek się uspokoił, choć wciąż jest na poziomie wyższym niż w piątek – mówił Rafał Zywert, dyrektor działu prognoz i analiz Reflex, w rozmowie z portalem WNP.
Eksperci tłumaczą, że wzrosty nie są przypadkowe i wynikają bezpośrednio z sytuacji militarnej w regionie Zatoki Perskiej. Konflikt doprowadził do dwóch istotnych zjawisk, które mają ogromne znaczenie dla światowych dostaw energii.
Pierwszym z nich jest przedłużająca się blokada Cieśniny Ormuz – jednego z najważniejszych szlaków transportowych dla ropy naftowej na świecie. Przez ten wąski odcinek między Zatoką Perską a Zatoką Omańską każdego dnia przepływają ogromne ilości surowców energetycznych.
– Z jednej strony z to przedłużająca się blokada Cieśniny Ormuz i rosnące tam zapasy ropy i paliwa, których nie można wywieźć. Mówimy tu cały czas o bardzo dużych ilościach, których nie jesteśmy w stanie tak na dłuższą metę zastąpić. Cieśniną przepływa 15 mln baryłek dziennie ropy i około 5 mln baryłek produktów gotowych dziennie. Dla porównania Rosja, drogą morską, wysyła około 3,4 mln baryłek ropy dziennie – wyjaśniał Rafał Zywert w rozmowie z WNP.
Drugim elementem są bezpośrednie działania militarne wymierzone w infrastrukturę energetyczną krajów regionu.
– Z drugiej strony mamy ataki na instalację głównych producentów ropy naftowej, jak Irak, Zjednoczone Emiratu Aranskie czy Kuwejt – dodaje Rafał Zywert w rozmowie z portalem WNP.
Część analityków zwraca jednak uwagę, że państwa zachodnie rozważają działania, które mogłyby nieco ograniczyć presję wzrostową na rynku surowców.
– Tę korektę uzasadniać może informacja, że G7 pracuje nad możliwością uruchomienia rezerw strategicznych, żeby trochę ograniczyć skalę tych zmian zwyżkowych na świecie – zaznacza dr Jakub Bogucki, analityk e-petrol.
Paliwo, fot. Canva
Diesel w Polsce może kosztować nawet około 8 zł za litr
Choć ropa z regionu Zatoki Perskiej trafia przede wszystkim do krajów azjatyckich, takich jak Chiny, Indie, Japonia czy Korea Południowa, jej znaczenie dla Europy również jest bardzo duże. Dotyczy to szczególnie rynku oleju napędowego, który w wielu krajach wciąż pozostaje podstawowym paliwem wykorzystywanym w transporcie i gospodarce.
Na Starym Kontynencie około jedna piąta importowanego diesla pochodzi właśnie z tego regionu świata. W przypadku Polski znaczenie importu jest jeszcze większe.
– 40 proc. konsumpcji Polski na olej napędowy jest zaspokajane przez import, głównie ze Stanów Zjednoczonych i Niemiec. Jeśli więc ceny rosną tam, to wzrosną i u nas – zauważa Rafał Zywert w rozmowie z portalem WNP.
Już teraz analitycy obserwują bardzo wyraźne zmiany w cenach hurtowych paliw. Od momentu wybuchu konfliktu w Zatoce Perskiej koszt oleju napędowego w hurcie znacząco wzrósł. W przeliczeniu na ceny detaliczne oznacza to potencjalny wzrost nawet o blisko dwa złote na litrze.
– Od początku konfliktu cena oleju napędowego w hurcie wzrosła o 1523 zł netto za metr sześcienny, co brutto daje ok. 1,90 zł za litr. Benzyna wzrosła 596 zł na metr sześcienny netto, czyli brutto ok. 1,14 zł za litr. Zbliżamy się więc do poziomu 8 zł, albo nawet powyżej, jeśli chodzi o olej napędowy – zauważa Rafał Zywert w rozmowie z portalem WNP.
Ekspert przypomina również sytuację sprzed kilku lat, gdy ceny paliw osiągały rekordowe poziomy. Wówczas jednak obowiązywały inne stawki podatkowe, które częściowo łagodziły skutki drożejącej ropy.
– Dopiero zbliżamy się do poziomów z 2022 r., gdy przy 8 proc. VAT (spowodowany tzw. tarczą antyinflacyjną, która przestała obowiązywać 1 stycznia 2023 r. – przyp. red.) ceny przekroczyły 8 zł. Jeśli wówczas byłby VAT taki jak teraz, czyli 23 proc, to wtedy byłoby to powyżej 9 złotych – podkreśla Rafał Zywert w rozmowie z portalem WNP.
Podobne prognozy przedstawia również inny ekspert rynku paliwowego.
– Jeśli chodzi o diesla, w tym momencie niestety zmierzamy w kierunku 8 zł za litr. Myślę, że te ceny na poziomie 7,80 – 8 zł będą naszą rzeczywistością w najbliższych dniach – uważa dr Jakub Bogucki, analityk e-petrol.
Nieco łagodniej może wyglądać sytuacja kierowców tankujących benzynę.
– Drastycznych zmian w górę nie ma, ale są nadal zmiany odczuwalne na pewno. Poziomy przekraczające 6,50 zł to już będzie norma w najbliższym czasie, jeśli chodzi o benzynę 95-oktanową – wskazuje dr Jakub Bogucki w rozmowie z portalem WNP.
Trzeci stopień alarmowy w całej Polsce. Jest apel do mieszkańców Mazowsza
Czytaj dalej
Ledwo Nawrocki zaprosił Tuska, a tu taki sondaż. Polacy wydali wyrok. Zaskakujący wynik
Czytaj dalej
Czy rząd może obniżyć ceny paliw w Polsce?
Rosnące ceny paliw szybko wywołały dyskusję o możliwych działaniach rządu oraz największego polskiego koncernu paliwowego. W przestrzeni publicznej pojawiają się sugestie, aby wprowadzić rozwiązania, które mogłyby przynajmniej częściowo złagodzić skutki drożejącej ropy dla kierowców.
Eksperci podkreślają jednak, że znacznie większy wpływ na ceny końcowe mają decyzje państwa niż działania samych spółek paliwowych. Jednym z narzędzi mogłaby być zmiana wysokości podatków.
– Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby obniżyć podatek VAT do 8 proc. Jest jeszcze miejsce na obniżkę akcyzy w przypadku diesla i benzyny o około 29 groszy na litrze netto i w sumie łącznie, to by mogło spowodować, że cena diesla spadłaby o ok. 1 zł, a benzyny 1,10 zł – uważa Rafał Zywert z Reflex w rozmowie z portalem WNP.
Tego typu rozwiązanie było już w Polsce stosowane. W 2023 roku rząd zdecydował się na czasowe obniżenie stawki VAT na paliwa z 23 do 8 procent w ramach działań osłonowych związanych z wysoką inflacją. Obniżka obowiązywała przez niemal rok, co pokazuje, że wprowadzenie podobnego mechanizmu jest możliwe także dziś.
Znacznie trudniejsze byłoby natomiast wymuszenie obniżenia marż przez koncerny paliwowe. Choć w przestrzeni publicznej pojawiają się zapowiedzi analiz w tej sprawie, analitycy ostrzegają, że takie działania mogą przynieść niepożądane skutki dla rynku.
– Jest to dosyć trudne tutaj do wprowadzenia. Pokazują to historyczne przypadki sztucznie regulowanej marży. Widzieliśmy, co się działo, jak prezes Obajtek próbował tak robić (we wrześniu 2023 r. – przyp. red.) – rynek mu się totalnie wymknął spod kontroli i to spowodowało po prostu braki paliwa. Import musi być rentowny – mówi analityk Reflex w rozmowie z portalem WNP.
Eksperci uspokajają jednak, że mimo napiętej sytuacji nie ma na razie sygnałów o możliwych ograniczeniach w sprzedaży paliw.
– Docierają do nas informacje chociażby ze strony Ministerstwa Energii, że nie jest planowana na razie reglamentacja paliw na stacjach. Tutaj możemy raczej spokojnie tankować bez obaw i sytuacja jest w tej dziedzinie opanowana – podkreśla dr Jakub Bogucki z e-petrol w rozmowie z portalem WNP.
Analitycy zwracają przy tym uwagę, że ostateczny kierunek zmian cenowych w dużej mierze zależy od dalszego przebiegu konfliktu na Bliskim Wschodzie.
– Niepewność wprowadza polityczny wymiar wydarzeń: prezydent Donald Trump określa obecny wzrost cen jako “niską cenę” za zniszczenie irańskiego programu nuklearnego i zapowiada kontynuację ofensywy. Taka retoryka zmniejsza w oczach inwestorów szanse na szybki rozejm i sugeruje, że czynniki geopolityczne pozostaną kluczowym “driverem” rynku surowcowego w nadchodzących tygodniach – uważa Mateusz Czyżkowski, analityk rynków finansowych XTB.
Ekspert wskazuje, że taka sytuacja może oznaczać dłuższy okres niestabilności na rynku energii.
– Dla inwestorów oznacza to środowisko podwyższonej zmienności, w którym krótkoterminowe korekty, po informacjach o możliwych interwencjach władz, będą przeplatały się z kolejnymi falami wzrostów, o ile konflikt w rejonie Ormuz nie zacznie wyraźnie wygasać – konkluduje Mateusz Czyżkowski z XTB, zaznaczając, że cena ropy powyżej 100 dolarów za baryłkę może utrzymywać się nawet przez kilka miesięcy.
