NFL
Była piłkarka Legii Warszawa rzuciła się na głęboką wodę i zmieniła swoje życie o 180 stopni ➡️
Angielski w liceum był moją mocną stroną, ale bariera językowa na początku i tak była ogromna. W Polsce rzadko mówi się o tym, jak różnymi akcentami posługują się ludzie w USA — opowiada o swoim szoku kulturowym studiująca w USA Julia Grządkowska. Była piłkarka Legii Warszawa rzuciła się na głęboką wodę i zmieniła swoje życie o 180 stopni. Mówi wprost, jak spełnić marzenie i dostać się na studia w Stanach Zjednoczonych.
Julia Grządkowska (była piłkarka Legia Ladies, obecnie Aquinas College Women’s Soccer): O możliwości dowiedziałam się od dwóch koleżanek, z którymi grałam w Legii. One również wybrały się na takie studia, interesowały się programem stypendialnym i po przeprowadzce kontynuują karierę w piłce. Słyszałam od nich dobre opinie, więc też postanowiłam, że spróbuję. Tak zaczęła się moja przygoda życia.
Wiele osób to na pewno zaskoczy, ale przy rekrutacji moja matura… wcale się nie liczyła. Ważne były oceny na świadectwie z ostatnich czterech lat i zdanie egzaminu z języka angielskiego wymaganego przez uniwersytet. Uczyłam się głównie na czwórkach i piątkach, byłam piłkarką w 3. lidze, więc udało mi się dostać stypendium oraz zakwalifikować na uczelnię. Na podstawie moich wyników agencja zaproponowała mi kilka opcji college’ów z całego kraju. Wybrałam Thomas More University w Kentucky, który po roku zmieniłam na moją obecną uczelnię — Aquinas College w Grand Rapids.
W moim przypadku nie. Stypendium pokrywa mi większość kosztów, a trzeba dodać, że Aquinas to uczelnia prywatna, więc czesne są większe. Moi rodzice nie są bogaci, a sobie radzimy. Dodatkowo pracuję w biurze na kampusie. Amerykańskie prawo zezwala studentom na pracę maksymalnie 20 godz. tygodniowo, ale zawsze jakieś dodatkowe pieniądze mam. Są też opcje kredytów studenckich, ale ja swojego stypendium całe szczęście nie będę musiała potem oddawać.
Kierunek nazywa się “sztuka”, ale skupiony jest przede wszystkim na grafice komputerowej.
Miałaś problemy z językiem angielskim tuż po przeprowadzce?
Angielski w liceum był moją mocną stroną, ale bariera językowa na początku i tak była ogromna. W Polsce rzadko mówi się o tym, jak różnymi akcentami posługują się ludzie w USA. Przez to miałam problemy ze zrozumieniem niektórych osób. Początkowo trzymałam się głównie z koleżanką, która przyleciała z Serbii. Trochę mi to zajęło, ale dziś już bez problemu rozmawiam ze wszystkimi.
Zderzyłam się ze ścianą, nie sądziłam, że te plotki o “laniu wody” przez Amerykanów są prawdziwe. Ich “small-talk” jest niemożliwy, kompletnie nienaturalny. Obcy ludzie podchodzą i cię zagadują o błahe sprawy. W Polsce jest zupełnie inaczej, a ja na początku, również przez problemy z językiem, byłam bardzo nieśmiała. Ludzie myśleli, że ich nie lubię, i nawet miałam przez to kilka razy małe problemy, bo nie odpowiadałam obszernie na ich infantylne pytania na powitanie. Przyzwyczaiłam się już, choć nadal to dla mnie dziwne.
Mam wrażenie, że tutaj edukacja jest bardziej nastawiona na kreatywność. Z tego, co słyszę od znajomych z Polski, to jest przepaść pod względem liczby zajęć. Ja jestem w stanie uczyć się, trenować i pracować. Zdarzają się dni, gdy nie mam zajęć albo mam dwie godziny w trakcie dnia. Znajomi z Polski siedzą od rana do wieczora na uczelni, a potem uczą się w domu. Patrząc na to, wydaje mi się, że w Polsce pewnie poziom na uczelniach jest wyższy, ale tu po prostu wszystko jest inaczej i dużo bardziej elastycznie.
Bardzo, to świetna przygoda. Największy minus Michigan to temperatura, bo zdarza się, że mamy tu ponad -20 stopni mrozu.
Jako emigrantka w obecnych czasach czujesz się bezpiecznie?
Przez zdecydowaną większość czasu przebywam na kampusie, który jest strzeżony. Wyjeżdżam tylko do sklepu albo na wycieczki. Nie miałam przez te prawie dwa lata właściwie ani jednego niebezpiecznego zajścia. Koleżanki mi opowiadały, że miały doświadczenia z napadami czy słyszały strzały pod blokiem. Ale to raczej w innych stanach.
Zdecydowanie polskie jedzenie. To amerykańskie jest dużo gorsze, nawet na stołówkach. No i dla sportowców znacznie bardziej niezdrowe.
W Grand Rapids mieszka liczna polska mniejszość. Według oficjalnych dokumentów to prawie 7 proc., czyli blisko 14 tys. ludzi.
Bardzo dużo osób mi mówi, że ma polskie korzenie, choć nie umieją mówić po polsku. Na tablicach informacyjnych przewijają się polskie nazwiska. Wiem, że jest jedna nauczycielka od biologii, która o mnie usłyszała i chciała się ze mną spotkać, by porozmawiać po polsku. Jeszcze na siebie nie wpadliśmy, bo nie mam z nią zajęć. Mam też kolegę, który jest Polakiem, mówi po polsku, ale urodził się w Kanadzie. Gra na uczelni w hokeja.
