NFL
Burza w związku Małysza. “Piwo o 9 rano”. Mocne oskarżenia i odpowiedź

Zwróciłem mu oraz jego asystentce uwagę na międzynarodowych zawodach na Słowacji, że jako oficjel nie powinien spożywać alkoholu o 9 rano — uderza olimpijczyk z 1992 r. Jakub Malczewski, po czym twierdzi, że Polski Związek Narciarski zalega mu 60 tys. zł pensji. — To próba wyłudzenia od związku na tę chwilę już około 80 tys. zł, czego nie pozostawimy bez reakcji prawnej — odpowiada sekretarz generalny Tomasz Grzywacz. Po czym dodaje, że piwo było bezalkoholowe, pani Martyna nie jest jego asystentką, wyjazd był “bardziej prywatny niż służbowy”, a afery rozkręcają osoby, które same “chodzą na zawodach pod znacznym wpływem
Pracowałem od grudnia 2023 r. jako trener bazowy w Polskim Związku Narciarskim. Pracowałem na Podhalu, prowadząc korepetycje/konsultacje doszkalające dla polskich alpejczyków. Dlaczego zaoferowano mi pracę? Gdyż wcześniej osiem lat byłem trenerem w Niemieckim Związku Narciarskim. Mam dużą wiedzę i doświadczenie. Byłem tam szanowany i ceniony — opowiada Przeglądowi Sportowemu Onet swoją wersję wydarzeń Jakub Malczewski.
51-letni Malczewski wielokrotnie zdobywał mistrzostwa Polski w narciarstwie alpejskim. Reprezentował nasz kraj na igrzyskach olimpijskich w Albertville, gdzie zajął 52. miejsce w gigancie. Nigdy nie zdobył punktów Pucharu Świata, a karierę skończył wcześnie, bo w wieku 26 lat. Następnie zajął się szkoleniem.
W maju 2024 r. pan Tomasz Grzywacz przez osoby trzecie zabronił mi wystawiać faktury, które miałem zapisane w umowie B2B. Być może w jego mniemaniu takie CV to za mało. Cały czas w tym czasie pozostawałem do dyspozycji Polskiego Związku Narciarskiego i chętnych zawodników chcących konsultacji. Od pierwszego listopada 2024 dyrektor sportowy zaproponował mi przejście na asystenta trenera w jednej z kadr. W dniu kiedy jechałem już do PZN, zadzwoniono do mnie, że pan Grzywacz zablokował zmianę stanowiska i zatrudnił kogoś innego. Tak więc dalej wykonywałem swoją pracę na wcześniejszym stanowisku. Postanowiłem jednak, wedle obowiązującej umowy, dochodzić swojego wynagrodzenia — przedstawia swoją wersję wydarzeń.
Kiedy w grudniu wystawiłem fakturę, w styczniu tego roku przyszedł do mnie list z wypowiedzeniem umowy podpisany przez prezesa Adama Małysza i Tomasza Grzywacza. Jaki był powód? Do dzisiaj nie wiem. Nikt nie kontaktował się ze mną ze związku. W liście rozwiązującym umowę podano jedynie dwutygodniowy okres wypowiedzenia. PZN zalega mi na dzisiaj około 60 tys. zł — wyjawia.
Malczewski nie ma pretensji do prezesa Adama Małysza. Po pytaniu o powód zakończenia współpracy od razu wskazuje sekretarza generalnego PZN Tomasza Grzywacza, który wcześniej był dyrektorem sportowym odpowiedzialnym za narciarstwo alpejskie.
— Nie mam do dziś żadnego słowa wytłumaczenia. Nie zgłaszano żadnych uwag co do mojej pracy. Pan Grzywacz rozpowiada o mnie nieprzychylne komentarze, a moim zdaniem powód mojego zwolnienia jest prosty. Zwróciłem mu oraz jego asystentce uwagę na międzynarodowych zawodach na Słowacji, że jako oficjel nie powinien spożywać alkoholu o 9 rano i to na stoku, gdzie rywalizowali zawodnicy. Przyjechał tam po to, aby obserwować zawodników i trenerów podczas zawodów. Wyciągać wnioski i poznawać sportowców oraz charakter naszej pracy. Na stoku pił piwo, a ona prosecco. Po pierwsze to niesportowa postawa, po drugie był tam w roli przedstawiciela Polskiego Związku Narciarskiego. W normalnym związku dostałby na drugi dzień wypowiedzenie. Wtedy wszystko się zaczęło. Moje komentarze są usuwane w zaprzyjaźnionych mediach społecznościowych, a ja jestem blokowany na ich oficjalnych profilach. Cały czas mobbinguje się moją osobą — tłumaczy Malczewski, po czym zapowiada kroki prawne.
