NFL
Brytyjski premier odwiedził w tajemnicy małą wieś w Wielkopolsce. Mieszkańcy zdradzają, co naprawdę się wydarzyło podczas tej niezwykłej wizyty.
Wąska droga, kilka domów, zimowe powietrze i nagle… premier Wielkiej Brytanii. Keir Starmer w sobotę, 21 lutego w całkowitej tajemnicy, odwiedził Budzisław Stary w Wielkopolsce. Towarzyszyła mu żona Victoria. To nie była wizyta dyplomatyczna, lecz prywatna podróż śladami przodków premierowej. — Zdjęcia pokazywali, pytali… Ale ja już swoje lata mam. Skąd mam to pamiętać? — mówi “Faktowi” 80-letni Czesław Janicki, jeden z najstarszych mieszkańców wsi.
Delegacja pokazywała mieszkańcom stare fotografie przodków Victorii Starmer.14
Zobacz zdjęcia
Delegacja pokazywała mieszkańcom stare fotografie przodków Victorii Starmer. Foto: newspix.pl/P.F. Matysiak, Archiwum prywatne, Mark Cosgrove/News Images/Sipa USA
Kolumna kilku samochodów wjechała do miejscowości przed południem. Z ochroną, z tłumaczem i telefonami pełnymi starych fotografii. Większość mieszkańców zorientowała się dopiero po fakcie, kto ich odwiedził.
Byli mili, z uśmiechem. Rękę podali. Z wnukiem się przywitali, z córką — opowiada Czesław Janicki. — Wyciągnęli telefon i pokazywali na nim stare zdjęcia budynków sprzed lat. Mówili, że to tu mieszkali ich przodkowie.
Jak przyznaje, trudno było jednak cokolwiek rozpoznać.
— Teraz stoją nowe domy. Po tych dawnych, glinianych, co ludzie kiedyś budowali, już nie ma śladu. Ja takich rzeczy nie pamiętam — dodaje 80-latek
Delegacja miała mówić, że chodzi o prapradziadka Victorii Starmer. Że był Żydem i wyjechał do Anglii w latach dwudziestych XX w. — Czy to był 1922 czy 1929 rok? Kto to dziś powie — wzrusza ramionami rozmówca “Faktu”.
Budzisław Stary liczy około 300 mieszkańców i leży 170 kilometrów od Poznania. Układ dróg przypomina literę Y. W okolicy są jeszcze pozostałości dawnego cmentarza żydowskiego. Kilka nagrobków, trochę zapomnianych.
— Na Wszystkich Świętych ktoś tam świeczkę zapali — mówią mieszkańcy.
Dotarliśmy do posesji, na której, według przekazów, stało dawne gospodarstwo przodków Victorii Starmer. Po wojnie w gospodarstwie zamieszkała polska rodzina. Dziś obok współczesnego domu stoi stary, murowany budynek z odpadającym tynkiem. Nieużywany, w złym stanie technicznym. W zasadzie nadaje się już tylko do rozbiórki.
To właśnie ten obdrapany dom miał pojawić się na starych fotografiach, które delegacja pokazywała mieszkańcom.
— Mówili, że to tu mieli swój dom — mówi Joanna, synowa właściciela posesji. — My oczywiście pokazaliśmy wszystko, pozwoliliśmy zajrzeć, obejrzeć. Tylko że my tej historii dokładnie nie znamy. Kto tu mieszkał, kiedy, w którym roku. Tego nikt nam nie przekazał
Pani Joanna zaznacza, że w sobotę samego premiera nie widziała. — Była tylko szwagierka. I jak opowiada, pytali sąsiadów, porobili zdjęcia i pojechali. To wszystko — dodaje.
Czy Victoria Starmer odnalazła dokładnie to, czego szukała? Nie wiadomo. Oficjalnego komunikatu w tej sprawie nie było.
— Wyglądali raczej na zadowolonych. Uśmiechali się, gdy mówili “do widzenia” — wspomina Czesław Janicki.
W Budzisławiu Starym zgodnie przyznają: takiej wizyty jeszcze tu nie było. A jeśli świat wielkiej polityki znów będzie chciał tu czegoś szukać, mieszkańcy nie mają nic przeciwko.
— Tylko niech uprzedzą wcześniej — dodają z uśmiechem. — Kawę by się zrobiło, człowieka inaczej przyjęło. Może i więcej byśmy pokazali.
