Connect with us

NFL

Blisko rok po tragedii pracownicy ujawniają okoliczności wstrząsającej śmierci szefa. “Był jak w matni”

Published

on

Od roku pracownicy tragicznie zmarłego biznesmena spod Rybnika walczą o odzyskanie swoich wynagrodzeń. 15 marca ub.r. Damian O. (†42 l.) zginął, uderzając luksusowym mercedesem w tył ciężarówki stojącej na światłach. Tego dnia miał wypłacić zaległe pensje. W zmiażdżonym mercedesie na tylnym siedzeniu znaleziono pół miliona złotych w gotówce.

Tragiczna śmierć Damiana O. Byli pracownicy zostali bez pensji. 5
Zobacz zdjęcia
Tragiczna śmierć Damiana O. Byli pracownicy zostali bez pensji. Foto: Facebook, Michał M, Dawid Markysz / Edytor
– Tych pieniędzy nie dostaliśmy do dzisiaj. Rozliczył się u Pana Boga – mówią “Faktowi” zdesperowani pracownicy. Na lodzie zostało 90 osób

Dzięki swemu uporowi byli pracownicy znaleźli kancelarie prawne, które zainteresowały się ich losem. Do 15 marca br. syndyk musi ogłosić upadłość firm należących do zmarłego biznesmena i jego żony. Wówczas zaległe wypłaty będą mogli odzyskać z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Każdy z nich, jak wyliczono, powinien mieć po 20 tys. zł. Byli pracownicy obawiają się, że otrzymają tylko część zaległych świadczeń.

Ludzie podkreślają, że czasu jest niewiele, a wdowa po biznesmenie jest dla nich nieuchwytna. Nieuchwytna była też do niedawna dla prawników.

Damian O. razem z żoną Dominiką prowadzili konsorcjum firm, które zajmowały się inwestycjami drogowymi. Grupa istniała na rynku od 23 lat. Małżonkowie współpracowali głównie z samorządami, realizując publiczne zamówienia.

Roboty było dużo. Mnóstwo zamówień – opowiadają byli pracownicy. Po śmierci szefa dowiedzieli się o jego długach, wynoszących prawie 8 mln zł.

Przyznają, że z początkiem 2024 r. sytuacja w firmie robiła się napięta. – Szef pytany o wypłaty mówił, że czeka na przelew. Nie wnikaliśmy skąd ma pieniądze, skąd je weźmie – opowiadają. – Długi zazębiały się. Szukał różnych wyjść, próbował ratować, co się da, był jak w matni – mówią teraz z perspektywy roku od śmierci przedsiębiorcy. Płacił im na raty. Często z dużym poślizgiem. Coraz więcej firm nie chciało z nim współpracować, zamykało rachunki.

Dwa tygodnie przed śmiercią biznesmena ludzie zjechali na bazę i zapytali szefa o wypłaty. Powiedział im, że dostaną 15 marca. – Tłumaczył, że od 10 lat współpracuje z dwiema firmami z Bydgoszczy, od których brał pieniądze na nasze wypłaty. Potem z budów spłacał te kredyty. Jedna firma wycofała się i od tego momentu zaczęło brakować pieniędzy. Wszystko mu się posypało. Mówił, że jak nie ureguluje naszych zaległości, sprzeda sprzęt i nas wypłaci – wspominają ostatnie rozmowy przed tragiczną śmiercią szefa.

Po tej rozmowie jedni pojechali na budowę i dalej pracowali. Inni zaczęli rozglądać się za nową pracą, chociaż żal im było rozstać się z firmą. Niektórzy zatrudnieni byli od 8, 10 lat. Pracownicy opowiadają, że wiedzieli, że ich szef jest smutny i coś go dręczy. Żal im go było.

– Po tym spotkaniu na bazie, co było trochę dymu, zadzwonił do mnie szef. Prosił, żeby się nie zwalniać. Obiecał, że stawki będzie dźwigał. Mówił, że od dwóch tygodni nie śpi, nie wie, co ze sobą zrobić. Było słychać w jego głosie przerażenie, niepewność. Błagał, prosił: nie zwalniajcie się, bo jak odejdziecie, to będzie koniec – relacjonuje dramatyczną rozmowę z Damianem O jeden z pracowników.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2024 Myjoy247