Connect with us

NFL

Bedziecie w szoku ❗️❗️❗️

Published

on

Tłusty czwartek to ten jeden dzień w roku, kiedy narodowe liczenie kalorii oficjalnie przestaje istnieć. Tradycja jest prosta: ma być tłusto, słodko i na bogato, bo inaczej pech murowany. Objadanie się pączkami i faworkami to nie tylko kwestia smaku, ale wręcz obywatelski obowiązek, który ma nam zapewnić pomyślność przez kolejne miesiące. Co roku scenariusz jest ten sam – gigantyczne kolejki pod cukierniami i licytowanie się na to, kto zjadł więcej.

W tym roku świętujemy wyjątkowo wcześnie, bo już 27 lutego (choć w kalendarzu potrafią zdarzyć się pomyłki, tradycja zawsze wygrywa). Media społecznościowe zaleje fala zdjęć lukru i konfitury, a celebryci będą nas przekonywać, że wcale nie są na diecie pudełkowej. Najwięcej emocji jak zwykle budzi jednak Magda Gessler i jej słynne pączki. Restauratorka od lat gra w swojej własnej lidze, a jej oferta w „U Fukiera” to temat na osobny felieton ekonomiczny. Ceny u Gessler potrafią ściąć z nóg. Podczas gdy w osiedlowym sklepie pączka kupimy za kilka złotych, u kreatorki smaku za jedną sztukę trzeba zapłacić tyle, co za porządny lunch. Czy to przesada? Dla jednych tak, dla innych to cena za prawdziwe masło, domową konfiturę i prestiż jedzenia czegoś z logo znanej restauratorki. Magda Gessler doskonale wie, że luksus ma swoją cenę, nawet jeśli jest smażony na głębokim tłuszczu.

Ostatecznie i tak skończy się tak samo – wieczorem będziemy narzekać na zgagę i obiecywać sobie detoks od jutra. Ale dopóki trwa Tłusty Czwartek, nikt nie chce słuchać o sałatkach. Liczy się tylko to, żeby pączek był świeży, puszysty i najlepiej z dużą ilością nadzienia. Bo w Polsce szczęście mierzy się w gramach cukru pudru.

Tłusty Czwartek już niedługo fot. pixabay
Pączki Magdy Gessler- jakie opcje?
Magda Gessler to postać, której w Polsce przedstawiać nie trzeba. Królowa TVN-u, która od lat rzuca talerzami w „Kuchennych rewolucjach”, zbudowała imperium, jakiego mogliby jej pozazdrościć najwięksi biznesmeni. Jednym z jej flagowych punktów na mapie Warszawy jest cukiernia Słodki Słony, którą prowadzi wspólnie z córką, Larą. To miejsce ma już status niemal kultowy, choć dla wielu bywa symbolem luksusu, na który nie każdy może sobie pozwolić.

Wielkimi krokami zbliża się Tłusty Czwartek, czyli dzień, w którym Polacy masowo zapominają o dietach. U Gesslerowej przygotowania idą pełną parą. W tym roku postawiono na klasykę w najlepszym wydaniu – w ofercie znajdą się głównie dwa smaki pączków: tradycyjna róża oraz malina. Dla tych, którzy wolą coś bardziej chrupiącego, przygotowano oczywiście faworki, pakowane w ozdobne pudełka.

Tłusty Czwartek zbliża się wielkimi krokami! Tego dnia (12.02) dostępne będą pączki w dwóch smakach: róża i malina! – zachęcano.

Lokal ma ruszyć już o 8:00 rano, ale każdy, kto choć raz przechodził obok w ten specyficzny dzień, wie, co to oznacza. Kolejki na kilkadziesiąt metrów to standard, a czas oczekiwania na mrozie bywa liczony w godzinach. Jednak to, co co roku budzi największe emocje, to nie smak, a paragon grozy. Internauci już dopytują o tegoroczne stawki i trzeba przyznać – kwoty potrafią zwalić z nóg.

Płacenie kilkunastu, a czasem nawet dwudziestu kilku złotych za jedną sztukę ciasta, dla wielu brzmi jak żart. Z drugiej strony, Gessler zawsze podkreśla, że jakość produktów kosztuje, a prawdziwe masło i domowa konfitura nie biorą się znikąd. Można narzekać na drożyznę, ale patrząc na tłumy pod drzwiami, widać wyraźnie, że magia nazwiska wciąż działa bezbłędnie. Pytanie tylko, czy ten jeden pączek jest wart stania w ogonku i uszczuplenia portfela o kwotę, za którą w markecie kupilibyśmy cały karton drożdżówek.

Skarbówka potwierdza: te wydatki na mieszkanie można odliczyć w PIT. Lista jest długa
Czytaj dalej

Tak oszukują nas na pieczywie. Producenci robią klientów w konia, a ty jeszcze za to płacisz
Czytaj dalej
Tyle kosztują pączki Magdy Gessler. Cena wbija w fotel
Kiedy zbliża się Tłusty Czwartek, w polskim internecie rusza coroczny rytuał: sprawdzanie cen u Magdy Gessler. Choć wszyscy wiemy, że tanio nie jest, liczby podawane przez „U Fukiera” czy „Słodki Słony” co roku sprawiają, że ciśnienie skacze szybciej niż po mocnej kawie. W tym sezonie za jednego pączka – bez względu na to, czy wypełniony jest konfiturą z róży, czy maliną – trzeba zapłacić 25 złotych. Jeśli ktoś ma ochotę na faworki, musi wyłożyć 130 złotych za opakowanie.

Można oczywiście narzekać i pukać się w czoło, ale restauratorka od lat gra w tę samą grę i, co ciekawe, ciągle wygrywa. Jej argument jest prosty: jakość kosztuje. Gessler nie idzie na skróty – jej pączki są smażone na prawdziwym smalcu, a w składzie nie znajdziemy chemicznych ulepszaczy, które straszą w marketowych wypiekach za złotówkę. To produkt dla tych, którzy wolą zjeść jedną konkretną rzecz, zamiast całego pudełka wyrobów pączkopodobnych. Dla wielu te kwoty to bariera nie do przejścia i trudno się temu dziwić. Z drugiej strony, przed lokalami gwiazdy TVN w Tłusty Czwartek i tak ustawią się gigantyczne kolejki. To fenomen, który pokazuje, że Magda Gessler sprzedaje coś więcej niż tylko ciasto drożdżowe – sprzedaje pewność konkretnego smaku i prestiż. W ten jeden dzień w roku wielu Polaków decyduje się na „rozpustę” i po prostu przymyka oko na paragon.

Ceny u Gessler to już właściwie element naszej popkultury. Można je traktować jako przejaw drożyzny albo jako podatek od luksusu w wydaniu gastronomicznym. Jedno jest pewne: dopóki pod drzwiami stoją ludzie gotowi płacić dwadzieścia pięć złotych za sztukę, restauratorka nie ma żadnego powodu, by te stawki obniżać. Tłusty Czwartek to w końcu jedyny moment, kiedy liczenie kalorii i złotówek schodzi na dalszy plan.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247