NFL
Beata Szydło zwróciła się wprost do Kacpra Tomasiaka i zrobiło się nieprzyjemnie. Polacy rozpętali burzę
Kibice jeszcze świętowali kolejne sukcesy Polaków w Predazzo, a w sieci już wrzało. Tym razem nie przez odległość do skoczni ani noty sędziów. Wystarczył krótki wpis Beaty Szydło.
W olimpijskim dorobku młodego skoczka znalazły się:
srebro na skoczni normalnej,
brąz na dużej skoczni,
srebro w konkursie duetów razem z Pawłem Wąskiem.
To właśnie po tym ostatnim występie w Predazzo zaczęła się cała historia.
W olimpijskim dorobku młodego skoczka znalazły się:
srebro na skoczni normalnej,
brąz na dużej skoczni,
srebro w konkursie duetów razem z Pawłem Wąskiem.
To właśnie po tym ostatnim występie w Predazzo zaczęła się cała historia.
Wpis Beaty Szydło i moment, w którym „się zaczęło”
Była premier i europosłanka PiS opublikowała gratulacje dla Tomasiaka i Wąska. Z pozoru klasyka: sport, flaga, radość, kilka słów.
„Kacper Tomasiak i Paweł Wąsek po niesamowitym konkursie zdobywają olimpijski srebrny medal dla Polski! Gratulacje!”
I wtedy komentarze poszły w bok. Zamiast „brawo”, „duma”, „piękny wieczór” – część internetu odpaliła tryb polityczny. Wpis o medalach został potraktowany jak pretekst do rozliczeń, docinek i wyzwisk, kompletnie niezwiązanych ze skokami.
Hejt wjechał na podium. Sport znowu przegrał z wojną plemion
Najbardziej uderzające w tej historii nie jest to, że ludzie się nie zgadzają. To, że gratulacje dla sportowców stały się kolejną okazją do okładania się partyjnymi hasłami.
Zobacz także: Krzysztof Jackowski przerażony własną wizją. To koniec. Już się zaczęło…
Wśród komentarzy pojawiały się wycieczki osobiste, złośliwości i próby „podpinania się” pod sukces. A przecież to nie polityk stał na belce. To nie polityk lądował na granicy ryzyka.
W tej całej zadymie łatwo zgubić fakt najprostszy: medal jest medalem. I ma nazwisko sportowca, nie partii.
Głosy rozsądku też wybrzmiały. I to one uratowały klimat
Na szczęście pod wpisami zaczęły przebijać się komentarze, które sprowadzały temat na ziemię. Bez krzyku. Bez jadu. W jednym zdaniu.
„Nie mieszajcie chłopaka do polityki”, „każdy może pogratulować”, „cieszmy się, że Polska ma medale” – tego typu reakcje zaczęły zbierać poparcie i studzić atmosferę.Wydarzenia kulturalne
Bo można się spierać o wszystko. Ale są momenty, kiedy naprawdę warto odpuścić. I sport jest jednym z nich.
Co ta historia mówi o nas, nie o nich
Ta sytuacja nie jest opowieścią o Beacie Szydło. I nie jest też o Kacprze Tomasiaku, który zrobił swoje na skoczni, a nie w mediach społecznościowych.
To raczej krótki, dość brutalny obraz tego, jak łatwo w Polsce wciągnąć wszystko w polityczne plemiona. Nawet olimpijską radość. Nawet młodego sportowca, który powinien mieć po prostu święty spokój i dumę z tego, co osiągnął.
A jeśli w tym całym hałasie coś zasługuje na podkreślenie, to właśnie to: Tomasiak przywiózł medale. I to jest jedyna rzecz, która powinna zostać na pierwszym planie
