NFL
Artur Nowak: W Polsce tytuł biskupa można kupić za kilka milionów złotych
Proboszcz nie wie, na ile oszukuje go wikary, a biskup – na ile oszukuje go proboszcz. W Kościele nie ma żadnych przelewów. Wszystko jest przekazywane do ręki, w kopercie – mówi Artur Nowak, którego najnowsza książka “Kuria” trafi do księgarń 13 stycznia.
nna Kalita: Idę o zakład, że gdyby księża mieli obowiązek składania oświadczeń majątkowych, byłyby one czytane z wypiekami na twarzy.
Artur Nowak: O, bez wątpienia! Weźmy arcybiskupa Sławoja Leszka Głodzia, który zgromadził majątek wart kilkanaście milionów złotych. Gdyby na jego miejscu był zwykły Kowalski, pędziliby do niego inspektorzy z urzędu skarbowego, aby ustalić, w jaki sposób doszedł do takich pieniędzy.
Ale Kościół to państwo w państwie. Dochody księży nie są rozliczane z fiskusem. Wyjątek stanowią pensje, które są im wypłacane np. w szkołach, ale one bledną m.in. przy środkach, które dostojnicy otrzymują co miesiąc z kurii, o Watykanie nie wspominając.
Minimum. Płatnikiem jest Watykan, natomiast w przypadku biskupów – kuria, a ponieważ na czele kurii stoi biskup, to sam ustala, ile będzie zarabiał.
W ten sposób powstają takie majątki, jak np. arcybiskupa Juliusza Paetza, który posiadał m.in. apartament w prestiżowej dzielnicy Berlina, czy arcybiskupa Józefa Kowalczyka – mającego na sumieniu systematyczne tuszowanie przestępstw seksualnych – który był właścicielem przynajmniej jednego apartamentu w Rzymie. Obaj z pewnością żyli w przekonaniu, że to im się należy. Kościół to średniowieczna skamielina.
Taki biskup czy arcybiskup nie może funkcjonować jak normalny człowiek – zwyczajnie się ubierać i chodzić do pracy – ponieważ uważa się za istotę wyższą, lepszą, której należy się to całe imaginarium: szaty, złote pierścienie, pałace, kierowcy, ogrodnicy, kucharze, sekretarze.
Punktujesz arcybiskupa Nycza, który w Wielki Czwartek w roku 2013 podczas homilii mówił m.in., że księża nie powinni “zbytnio się przywiązywać do rzeczy materialnych”, podczas gdy szata, którą nosił kosztowała “więcej niż wynosi roczna pensja nauczyciela, bo szyją ją włoscy mistrzowie krawiectwa”.
Arcybiskup Nycz ewidentnie ceni sobie włoski sznyt. Kiedy kilka lat temu pukałem do drzwi jego pałacu w Warszawie otworzył mi jeden z sekretarzy – Włoch, który w swoim ojczystym języku poinformował mnie, że kardynał wyjechał do Watykanu.
Kościelny establishment stanowią ludzie bardzo wpływowi i zamożni, w dodatku nietykalni. W ich świecie nikt nie prześwietla operacji finansowych. Opowiadano mi, że w Polsce tytuł biskupa można kupić za kilka milionów złotych. To stawka sprzed kilku lat. Niemożliwe? Przecież decydują o tym nuncjusz apostolski oraz wąska grupa dostojników, której nikt nie kontroluje. Co taki biedny papież może wiedzieć o jakimś księdzu z Polski, który aspiruje do bycia biskupem? Nic poza tym, co mu owa wąska grupa przekaże.
Do tej grupy należą z pewnością “książęta kościoła”. Takie określenie pojawia się w twojej książce. Kiedy rozmawiałam z byłym księdzem Tomaszem Słomińskim, również go użył – w kontekście abp Marka Jędraszewskiego. Co to za figura? Kim jest “książę kościoła”?
Bardzo ciekawe zagadnienie! To stosowane wewnątrz Kościoła słowo nawiązuje bezpośrednio do średniowiecza, którego Kościół jest we współczesnym świecie jedynym reliktem
Książę to ktoś, kto należy do najwyższej elity Kościoła. Jest to oczywiście kardynał, który uczestniczy w konklawe i wybiera papieża, ale tym mianem określa się również tych dostojników, którzy mają wybitnie duży autorytet oraz wpływy, za czym naturalnie zawsze idą wielkie pieniądze.
Jeden z jego kochanków opowiadał mi, że w rzymskim apartamencie na ścianach wisiały święte obrazy, zaś po szufladach pochowane były dilda i inne erotyczne gadżety.
Dramat polskiego Kościoła polega na tym, że wiele osób zrobiło karierę, zostało biskupami, przechodząc przez łózko Paetza. Ci ludzie do dziś stanowią elitę.
Warto prześledzić karierę tego dostojnika, ponieważ ona bardzo wiele mówi o kondycji polskiego Kościoła. Otóż był to człowiek, który miał nieprawdopodobne szczęście, dlatego że wpadł w oko Pawłowi VI w związku z czym ten zaproponował mu pracę w Watykanie.
Homoseksualizm Pawła VI nie jest tajemnicą. Do pracy w sekretariacie synodu biskupów w Rzymie Paetz załapał się najprawdopodobniej na tym “patencie”, ponieważ intelektualnych zalet nie miał żadnych. Profesor Tomasz Polak opowiadał mi, że promotor jego doktoratu do końca życia się wstydził, że coś takiego zostało podniesione do rangi pracy naukowej, no ale stało się tak dlatego, że było zapotrzebowanie, żeby ten otrzymał tytuł.
Dziś wiemy, że już w latach osiemdziesiątych Paetz został wydalony z Watykanu, dlatego że dopuszczał się nadużyć na tle seksualnym. “Za karę” Jan Paweł II uczynił go biskupem w Łomży, gdzie robił to samo, a więc został przeniesiony do Poznania i awansowany do rangi arcybiskupa. Nie jest prawdą, że Paetz poniósł jakąkolwiek karę. Gdy o skandalach z jego udziałem zrobiło się głośno, po prostu przeszedł na emeryturę. Był człowiekiem absolutnie nietykalnym!
Na marginesie: patronem Jędraszewskiego, który kreuje się na pierwszego polskiego homofoba, był nie kto inny, jak Paetz.
