NFL
Adam Małysz nie ukrywa, że decyzja była trudna i będzie rozliczona ➡
Wszystko jest już jasne! Trener Maciej Maciusiak zabiera na igrzyska Kacpra Tomasiaka, Kamila Stocha i Pawła Wąska, choć nazwisko tego ostatniego budzi ogromne emocje. Prezes PZN Adam Małysz nie ukrywa, że decyzja była trudna i będzie rozliczona, a system ma wady. Zdradził też, czym kierował się trener w uzasadnieniu i jaki tak naprawdę jest cel Polaków.
Adam Małysz: Nie ja akceptuję, tylko cały zarząd.
Pytam o ciebie.
Podjęliśmy decyzję, że to trenerzy wnioskują o skład i to oni są odpowiedzialni za wyniki, więc zarząd nie powinien tam ingerować. Oczywiście była dyskusja o tym, dlaczego akurat Paweł Wąsek, a nie Dawid Kubacki czy Maciek Kot. W końcu zarząd uznał, że będzie tak, jak zdecydowali trenerzy.
Kilka dni temu w Sapporo trener Maciusiak nie negował narracji, że tam właśnie Maciek i Dawid walczą o miejsce w składzie. Tymczasem wygląda na to, że decyzje zapadły wcześniej.
Nie negował pewnie dlatego, żeby nie robić zamieszania przed decyzją zarządu i niepotrzebnych kroków. Media zrobiłyby z tego duży temat przed Sapporo.
To robimy teraz. Jak Maciek uzasadnia to, że wybrał Pawła?
Przede wszystkim trener ma prawo jednego zawodnika wybrać według swojej decyzji. Dwóch poszło z klucza, a jeden jest jakby decyzją trenera. Takie mamy zasady. Druga sprawa to potencjał i zaangażowanie. Nie wszyscy członkowie zarządu się z tym zgadzali, ale mają takie prawo.
Patrząc na wyniki w tym sezonie Wąska, Kota i Kubackiego, to był wybór wśród skoczków z aktualnie przeciętnymi wynikami. Trener Maciusiak musiał widzieć coś takiego w Pawle, że wskazał jego. I nie wierzę, że zdecydował się tylko dlatego, że Wąsek jest najmłodszy.
Jeśli miałby stawiać według rankingów, to wyszłoby, że nie powinien jechać Kacper Tomasiak, bo nie zrobił punktów do kwalifikacji, a najwyżej był Paweł. Wszystko się trochę wywróciło. Mówiliśmy od początku, że powinni jechać najlepsi. Wszystko się miesza i te nasze wytyczne od dawna nie są dobre. Rozmawialiśmy o tym na zarządzie, że trzeba to po prostu zmienić i zrobić tak, żeby było jasno i przejrzyście dla wszystkich.
Trener Maciusiak zaryzykował, bo bezpieczniejszym wyborem byłby Kot, który regularnie skacze na poziomie trzeciej dziesiątki albo Dawid, który miał lepszy weekend w Sapporo.
A może lepiej zaryzykować i liczyć, że coś wypali, zamiast stawiać na miejsce w dwudziestce czy trzydziestce? Na igrzyska jedzie się po to, żeby startować i zdobywać medale. Czasem trzeba podjąć jakieś ryzyko. Maciek ryzyko już podejmował. W Zakopanem w duetach nie skakał Kamil, a Dawid i też były dyskusje. Z drugiej strony oczekiwaliśmy od trenera, żeby podejmował decyzje, a nie był “miękką kluchą”, która zaakceptuje wszystko, co powie ktoś inny czy to, czego oczekują media. To jego ryzyko, za które, o czym mówi zarząd, zostanie rozliczony po sezonie.
Ja nie mam problemu z tym, że jedzie Paweł, zresztą to bez znaczenia. Zmierzam do tego, że znaleźliśmy się w takiej sytuacji, w której każdy wybór można kwestionować, bo trzeba było postawić na skoczka, który nie dawał w tym sezonie dobrych wyników.
Taka sama dyskusja była w wielu dyscyplinach. W snowboardzie alpejskim mieliśmy dwie dziewczyny i dwóch chłopaków, wszystko jasno wynikało, kto ma jechać. W biegach kobiet cztery dziewczyny i też jasne. Ale już u mężczyzn w biegach czy narciarstwie alpejskim? Jest tyle miejsc, ile jest i zawsze ktoś będzie poszkodowany. Sam wstrzymałem się w głosowaniu za lub przeciw w pewnych kwestiach, bo nie czułem się kompetentny. Powinni decydować trenerzy, a zdarzało się, że trenerzy tego unikali i czekali na zarząd, który, bądźmy szczerzy, bardzo często nie powinien podejmować decyzji sportowych.
Tak, była też jasna deklaracja trenera: ci, a nie inni W alpejskim snowboardzie tak samo. Trenerzy stanęli na wysokości zadania.
Po co nasi skoczkowie jadą na igrzyska?
Dalej będę się upierał, że po to, żeby walczyć o medale. Wiadomo, że nie są faworytami, ale z drugiej strony może to coś pomoże? Zazwyczaj jechaliśmy jako jedni z kandydatów do podium i nie było łatwo. Były medale. Dzisiaj, kiedy popatrzymy na zmianę pokoleniową, to trudno powiedzieć, że w tym momencie jest dobrze, ale jest też nadzieja, choćby w Kacprze Tomasiaku i zapleczu, którego jeszcze przed dwoma, trzema laty nie było.
