NFL
A Iga ostrzegała… ➡
Lada moment w Dausze rusza prestiżowy turniej rangi 1000, który miał być prawdziwym świętem kobiecego tenisa. Zamiast tego jeszcze przed startem robi się głośno o fali rezygnacji największych gwiazd, na czele z Aryną Sabalenką. Jak bumerang wracają słowa Igi Świątek, która od dawna ostrzegała przed przeładowanym kalendarzem. Teraz, już na samym początku sezonu, WTA zaczyna zbierać tego bardzo wyraźne konsekwencje.
Więcej informacji znajdziesz w Przeglądzie Sportowym Onet
Dużo czytania, a mało czasu? Sprawdź skrót artykułu
Przypomnijmy, że tuż po porażce w ćwierćfinale Australian Open nasza reprezentantka wyznała, że zrezygnuje z kilku dużych turniejów w tym roku. — Na pewno opuścimy kilka turniejów rangi 1000. Nigdy nie byłam w takiej sytuacji, więc nie wiem, jaki będzie efekt, ale uważam, że to konieczne. Jeśli chcesz poprawić swoją grę (…) i coś ulepszyć, fajnie byłoby mieć na to czas. Niestety kalendarz go nie daje — oceniła
Polka już wiele razy wcześniej twierdziła, że kalendarz jest zbyt napięty. — Myślę, że gramy za dużo, a harmonogram jest szalony. Staram się dzielić rok na poszczególne części sezonu i skupiać się na tym, co nadchodzi, inaczej jest ciężko (…) Po czterotygodniowym okresie przygotowawczym i ośmiodniowym urlopie, gdy spojrzę na koniec grudnia i pomyślę, co mnie czeka w ciągu następnych 11 miesięcy, to jestem przytłoczona — mówiła jakiś czas temu.
WTA nie zrobiło nic, aby pomóc tenisistkom
I choć jej słowa spotykały się z poparciem, to WTA nie zrobiło nic, aby cokolwiek zmienić. Teraz federacja płaci za to cenę. I to już na początku sezonu. Nieco ponad miesiąc po inauguracji rozgrywek w 2026 r. z pierwszego w tegorocznej kampanii turnieju wycofało się wiele zawodniczek na czele z liderką światowego zestawienia, Aryną Sabalenką
