Connect with us

NFL

Nie gryzł się w język 😱

Published

on

Jerzy Bralczyk pochodzi z rodziny o silnych, wielopokoleniowych tradycjach pedagogicznych. Jego dziadkowie uczyli w wiejskiej szkole, ojciec kierował placówką w Kobylinie, a matka była jedyną nauczycielką w tej miejscowości. Zamiłowanie do edukacji miało w rodzinie różne oblicza – wuj profesora opracował nawet słownik gwary mazowieckiej z okolic Gołymina. W takim domu słowo miało szczególną rangę i było traktowane z prawdziwym szacunkiem.

Nic więc dziwnego, że przyszły językoznawca nauczył się czytać już w wieku pięciu lat, a z młodszą o sześć lat siostrą porozumiewał się cytatami z ukochanych książek. Na domowych półkach nie brakowało klasyki – od dzieł Henryk Sienkiewicz i Bolesław Prus po powieści Fiodor Dostojewski.

Szczególne miejsce w jego literackich fascynacjach zajmował Gerwazy z „Pan Tadeusz” autorstwa Adam Mickiewicz. Z czasem młodzieńcza fascynacja przerodziła się w pasję na całe życie – dziś profesor może pochwalić się prawdopodobnie największą na świecie kolekcją wydań narodowego poematu. Niewykluczone również, że potrafiłby wyrecytować niemal każdy jego wers, podobnie jak wiele innych utworów – choć sam przyznaje, że pamięć bywa twórcza i nie zawsze w stu procentach wierna oryginałowi.

Jerzy Bralczyk fot. KAPiF
Jerzy Bralczyk – wykształcenie i kariera
Jerzy Bralczyk ukończył filologię polską na Uniwersytet Warszawski, studiując równolegle także rusycystykę. W 1969 roku obronił pracę magisterską poświęconą zagadnieniu wieloznaczności. Choć liczyła zaledwie dziesięć stron – z czego połowę zajmowały tabelaryczne zestawienia – imponowała rozmachem bibliografii przygotowanej w pięciu językach.

Przez następne trzy dekady pozostawał najmłodszym doktorem polonistyki warszawskiej. Po latach wspominał ten czas z charakterystycznym dla siebie dystansem, żartując, że był wtedy „niefrasobliwym chłopcem w krótkich spodenkach”.

W połowie lat 70. związał się z Uniwersytet Śląski w Katowicach, gdzie prowadził zajęcia nie tylko na polonistyce, lecz także na filologiach obcych. W 1979 roku objął funkcję prodziekana Wydziału Radia i Telewizji (dziś Szkoła Filmowa im. Krzysztofa Kieślowskiego), a następnie powołał do życia Zakład Języka Mediów. Z humorem wspominał ten okres jako moment, gdy miał „piękny gabinet i raz jeden w życiu szofera”.

W jego biografii znalazł się również roczny epizod pracy jako lektor języka polskiego w Uppsali – kolejny dowód na to, że jego pasja do języka wykraczała daleko poza granice kraju.

Pilny apel tuż przed pogrzebem Bożeny Dykiel! Rozpaczliwa prośba bliskich
Czytaj dalej

Żona Ziobry wstrząśnięta. To się dzieje za zamkniętymi drzwiami
Czytaj dalej
Profesor zrugał przeklinających celebrytów
Jerzy Bralczyk od lat uchodzi za jeden z największych autorytetów językowych w Polsce. Podczas prezentacji wiosennej ramówki TVP wokół profesora szybko zgromadzili się dziennikarze. Wśród nich był także reporter portalu „Kozaczek”, który zapytał o wulgaryzmy tak chętnie używane dziś przez celebrytów – między innymi przez Dodę – i ich potencjalny wpływ na młodzież. Czy, zdaniem profesora, należy zwracać im na to uwagę?

– Podczas mówienia lepiej nie zwracać wtedy, kiedy oni mówią, używają – lepiej nie, bo człowiek się naraża na wulgaryzmy właśnie. Ale generalnie rzecz biorąc, jestem przeciwko skupianiu uwagi w ten sposób, bo dość często ludzie używają wulgaryzmów, żeby przyciągnąć uwagę, żeby pokazać się jako ktoś wyrazisty – mówił profesor.

Językoznawca odpowiedział z właściwym sobie spokojem i dystansem. Zauważył, że reagowanie w trakcie czyjejś wypowiedzi może przynieść odwrotny skutek, prowokując kolejne ostre słowa. Podkreślił też, że wulgaryzmy bywają używane celowo – jako sposób na przyciągnięcie uwagi i wykreowanie wizerunku osoby wyrazistej.

Profesor zachęcał jednak do powściągliwości. Wskazał, że młodzi ludzie nierzadko traktują wulgarność jako manifest wolności lub formę 

Doda, fot. KAPiF
sprzeciwu wobec norm. Sam rozumie potrzebę protestu, ale – jak zaznaczył – nie warto „psuć języka” w ten sposób. 

– Młodzi ludzie czasem chcą w ten sposób pokazać swoją wolność, ale też czasami chcą wyrazić protest przeciwko normom. Ja rozumiem protesty, ale lepiej jest nie psuć języka w ten sposób. Uważam, że wulgaryzmy, te słowa, które raczej nie powinny być używane i do tego się większość naszej kultury sprowadzało, że się ludzie zgadzali co do tego, że one są nawet czasem piękne, że pochodzą z bardzo miłej sfery erotycznej na przykład, ale że ich używanie często świadczy o inwalidztwie językowym. No i może dobrze je oszczędzać na takie sytuacje, w których już nie można ich nie użyć – tłumaczył.

 

mlw30ky01xfw8qjr1pn

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247