NFL
Na to chorował Edward Linde-Lubaszenko. Przeszedł przez piekło
To jedna z tych informacji, które wytrącają z rytmu nawet osoby, które „już wszystko widziały” w kulturze. W niedzielę pojawiła się wiadomość o śmierci Edwarda Lindego-Lubaszenki – aktora, który przez dekady był częścią polskiego teatru i kina. Jeszcze niedawno publicznie mówił o zakończeniu kariery. Dziś zostaje po nim cisza i długi, mocny dorobek.
Nie należał do artystów, którzy muszą być wszędzie. Nie polował na blask fleszy, nie krzyczał nazwiskiem. A i tak wystarczyło, że pojawiał się w kadrze, żeby widz wiedział, kto tu trzyma ciężar sceny.
Swoją pozycję budował spokojnie, konsekwentnie, z charakterystycznym dystansem i tym niskim głosem, którego nie da się pomylić z żadnym innym. Wspominany jest jako aktor „myślący”, sceptyczny wobec świata, oszczędny w środkach, ale bardzo precyzyjny. Rzadki typ – taki, który potrafił ukraść scenę samą obecnością.
Jego legenda wiąże się też z krakowskim Starym Teatrem i pracą pod okiem największych. Dla młodszych pokoleń był również silnie kojarzony jako ojciec Olafa Lubaszenki. Ich wspólne role w filmach, takich jak „Sztos” czy „Chłopaki nie płaczą”, dla wielu widzów są do dziś czystą frajdą – komizm podany w sposób powściągliwy, bez przesady.
Nie żyje Edward Linde-Lubaszenko. Rodzina przekazała informację
Z przekazanych informacji wynika, że Edward Linde-Lubaszenko zmarł w niedzielę. Wiadomość miała zostać przekazana przez rodzinę. Aktor miał 86 lat.
W opisie jego drogi zawodowej podkreślano ogrom pracy: ponad 70 ról filmowych, ponad 100 teatralnych i dziesiątki występów w Teatrze Telewizji. Wspominano też, że od 1973 roku jego nazwisko było mocno związane z krakowskim Starym Teatrem.
Wielu widzów mówi o nim wprost: nie był „po prostu aktorem”. Był kimś, kto trzymał poziom nawet wtedy, gdy grał w tle. I potrafił jednym spojrzeniem nadać scenie sens.
Pożegnanie na własnych zasadach. Decyzja sprzed kilku tygodni
W przekazanym materiale pojawia się też ważny szczegół: Edward Linde-Lubaszenko miał niedawno ogłosić zakończenie kariery. Wskazano datę 14 grudnia 2025 roku i program „Dzień Dobry TVN”, w którym powiedział o tej decyzji bez wielkiej pompy, w swoim stylu – spokojnie, rzeczowo, z poczuciem spełnienia.
To dlatego dla wielu ta wiadomość ma dodatkowy ciężar. Bo wyglądało na to, że sam domyka pewien etap i schodzi ze sceny wtedy, kiedy chce.
Na co chorował Edward Linde-Lubaszenko
W podanych informacjach zaznaczono, że przyczyna śmierci nie została ujawniona. Wątek zdrowia pojawia się raczej w kontekście jego podejścia do życia: miał dbać o formę, zaczynać dzień od gimnastyki i podkreślać znaczenie dystansu oraz poczucia humoru.
To obraz człowieka, który nie budował legendy na narzekaniu. Raczej na tym, że do końca próbował żyć „po swojemu”.
„To nie był typ gwiazdy, która narzeka na upływający czas. Wręcz przeciwnie – biła od niego energia.”
Polska scena straciła ważną postać
Bez względu na to, czy ktoś pamięta go z kina, teatru czy Teatru Telewizji, ta wiadomość zostawia w kulturze wyraźną pustkę. Edward Linde-Lubaszenko był jednym z tych aktorów, którzy nie muszą grać głównych ról, żeby stać się filarem.
