NFL
Piłkarze upadali, trener zamykał oczy. Atak zimy w Ekstraklasie. “Ekstremalne warunki”
Skoro jest zima, to musi być zimno. Albo bardzo zimno, jak w ostatni weekend, kiedy akurat ze snu wybudziła się Ekstraklasa. Zima na jej powitanie postanowiła zaatakować z taką zawziętością, jak Mateusz Stępiński bramkę Legii. Pojechaliśmy do Łodzi i Lublina sprawdzić, jak to jest oglądać mecz przy minus 14 stopniach Celsjusza, przekonać się, ile trzeba wypić herbat, by wytrzymać ponad półtorej godziny w ligowej krainie mrozu. — Temperatura odczuwalna była ekstremalna, a murawa z każdą minutą twardniała — zwracał uwagę Adrian Siemieniec. Trener Jagiellonii nie ukrywał, że martwił się o zdrowie swoich zawodników
Chłopiec miał na oko osiem, może dziewięć lat. Ciemna kurtka, pomarańczowa czapka i miejsce w narożniku obok młyna kibiców Widzewa. Akurat na tym stadionie, z dumą nazywanym przez gospodarzy Sercem Łodzi, mecze ogląda się na stojąco. W sobotę od 17:30, kiedy Widzew zaczynał granie z Jagiellonią, tym bardziej trzeba było stać, by sobie dopomóc. Pierwsze kopnięcie piłki było przy minus 12 stopniach Celsjusza. Temperatura odczuwalna? Podobno minus 17. To tylko cyferki, w sumie bez znaczenia. Sam najlepiej czujesz, jak mróz centymetr po centymetrze pełza po tobie i staje się obcym, nieproszonym gościem, którego nijak nie można się pozbyć.
Delikatne kołysanie ciałem, przestępowanie z nogi na nogę (najpopularniejszy obrazek przywieziony z meczów w Łodzi i Lublinie) dawało poczucie, że pomagasz sobie przetrwać. Najgorsza w tym lodowatym wyzwaniu była przerwa w meczu. Kwadrans, kiedy twojej uwagi nie zajmowali piłkarze biegający za piłką — nie emocjonowałeś się, kiedy twoi atakują bramkę przeciwnika i nie wzdrygałeś się, kiedy to rywal chciał zakraść się tam, gdzie nie powinien. Mniej emocji, mniej wrażeń, więcej chłodu.
Wspomniany młody kibic i dorośli z boku, to najbardziej rozczulający widok w tym mroźnym wieczorze Łodzi. To było tak: przerwa w meczu, muzyka z głośników i oczywiste kołysanie. A do tego szeroko rozłożone ramiona pani (mamy?) po prawej stronie. Mocne przytulanie młodego, obrót w lewo i już przytula się z dorosłym po lewej (tata?). Jest prawdopodobne, że jeżeli ktoś po latach zapyta tego małego kibica o tamten wieczór na stadionie Widzewa, nie będzie nawet pamiętał wyniku — zwłaszcza, że jego ulubieni zawodnicy zawiedli i przegrali 1:3 — ale właśnie ekstremalne warunki i to przytulanie z najbliższymi. Piłka nożna to momenty zapełniające wspominkowy album kibica nie tylko tym, co na boisku. A może nawet głównie tym, co dzieje się wokół.
Wielu fanom Legii grudniowy mecz Ligi Mistrzów ze Spartakiem Moskwa z połowy lat 90. nie kojarzy się z przegraną, tylko z ekstremalną temperaturą. Jak przekonują świadkowie — marzli wtedy przy minus 20 stopniach. Dodają, że ochrona przy wejściu przymykała oko na tych, którzy wnosili piersiówki mające w założeniu służyć temu, by próbować rozgrzać organizm od środka.
Na stadionie Widzewa gospodarze podejmowali kibiców darmową herbatą. Wyjątkowo można też było wnieść koc, żeby choć trochę przygotować się na ponad 90 minut w bliskim towarzystwie mrozu.
W tym wszystkim są jeszcze piłkarze. Organizatorzy rozgrywek zalecają, żeby nie grać przy minus 15 stopniach lub temperaturze odczuwalnej minus 27 stopni. — Jeżeli oba kluby nie chcą grać, wtedy sprawa jest najprostsza, a mecz przekładany. Jeżeli jeden klub chce grać, a drugi nie, wówczas decyzję podejmuje sędzia, który analizuje warunki — wyjaśnia Dominik Mucha, menadżer prasowy Ekstraklasy.
Przełożony mecz to zawsze zamieszanie w piłkarskim kalendarzu, trzeba znaleźć termin na odrobienie zaległości. Przełożony mecz to też dodatkowe koszty — dla gospodarzy podwójne, bo organizują dwie imprezy, a dochód maja z jednej. Z kolei goście znów muszą dojechać do innego miasta i wynająć hotel.
