NFL
Dzieje się!
Plotki o życiu prywatnym Kuby Wojewódzkiego od lat działają według tego samego schematu – wracają regularnie i zawsze w momencie, gdy „Król TVN-u” ma coś konkretnego do sprzedania. Tym razem w samym centrum medialnego zamieszania znalazła się Żaneta Rosińska, pogodynka znana z programu „Dzień Dobry TVN”.
Przez kilka miesięcy media bacznie śledziły każdy ich wspólny krok. Para bywała widywana na mieście, a w sieci lądowały zdjęcia z ich wyjść, które błyskawicznie stawały się tematem numer jeden w serwisach plotkarskich. Najwięcej pytań zrodziły jednak kadry, na których fani dopatrzyli się u obojga obrączek na palcach. To wystarczyło, by ruszyła lawina domysłów o rzekomym ślubie, który miał odbyć się w całkowitej tajemnicy.
Sami zainteresowani, jak to w świecie show-biznesu bywa, grali w tę grę bardzo umiejętnie. Żadne z nich nie wydało oświadczenia, nikt nie potwierdził ani nie zaprzeczył rewelacjom o zmianie stanu cywilnego. Wojewódzki i Rosińska po prostu pozwalali, by media podgrzewały atmosferę wokół ich relacji. Wszyscy zastanawiali się, czy to wielka miłość, czy może kolejny sprytny element kampanii promocyjnej.
Kuba Wojewódzki z małżonką fot. KAPiF
Kuba Wojewódzki nie cichnie z prowokacją
Kuba Wojewódzki od lat bawił się z nami w kotka i myszkę, a my – tradycyjnie – dawaliśmy się na to złapać. Jego życie prywatne to od zawsze jeden wielki plac zabaw dla portali plotkarskich, na którym showman serwował półprawdy i żarty, pilnując, by nikt nie wiedział, co jest prawdą, a co jedynie elementem gry. Tak też było przy okazji „szczęśliwej nowiny”, którą ogłosił w sieci. Przez moment fani faktycznie wierzyli, że u 60-letniego gwiazdora szykują się życiowe rewolucje, ale rzeczywistość okazała się znacznie bardziej prozaiczna i biznesowa. Cała ta akcja była klasycznym przykładem jego strategii marketingowej. Wojewódzki doskonale wiedział, że sugerowanie zmian w życiu osobistym to najprostsze paliwo dla serwisów plotkarskich. Wykorzystał ten mechanizm po mistrzowsku, budując napięcie wokół projektu, który ostatecznie okazał się po prostu kolejnym zawodowym krokiem.
Jego prywatność pozostała tak samo nieprzewidywalna jak wcześniej, a fani musieli pogodzić się z faktem, że zostali wciągnięci w starannie zaplanowaną kampanię promocyjną. Wojewódzki po prostu zagrał na nosie tym, którzy liczyli na emocjonalne wyznania. Zamiast tego dostali produkt ubrany w otoczkę sensacji. To była lekcja nowoczesnego PR-u: najpierw rzuć sugestię, poczekaj aż wszyscy o tym napiszą, a potem sprzedaj bilety. Proste, skuteczne i bardzo w jego stylu.
Ale to nie jedyne ogłoszenie
Dramat Polaków na lotnisku. „Skończyły się wizy, dzieci śpią na podłodze. Nikt nam nie pomaga”
Czytaj dalej
Sikorski “pożarł się” z Muskiem. Takiego końca awantury nikt się nie spodziewał
Czytaj dalej
Wojewódzki w końcu to ogłosił
Wojewódzki od lat gra z nami w tę samą grę i, co najzabawniejsze, wciąż dajemy się na to nabierać. Jakiś czas temu showman wrzucił do sieci post, który wielu zinterpretowało jako zapowiedź powiększenia rodziny. Gratulacje niemal sypały się z rękawów, a portale plotkarskie już układały listy imion. Prawda okazała się jednak znacznie bardziej przyziemna i – jak na Króla TVN przystało – luksusowa. Kuba Wojewódzki pochwalił się po prostu nowym samochodem.
Najwyższy czas na wiosenne zakupy. Dziękuje za perfekcyjne dostarczenie przesyłki i za koordynację – podsumował dziennikarz.
Prezenter od dekad nie kryje swojej słabości do szybkich i obłędnie drogich maszyn. Tym razem postanowił wykorzystać ten fakt, by sprawdzić czujność swoich obserwatorów. Zamiast zdjęcia wózka dziecięcego, fani zobaczyli kolejny model w jego garażu. Był to klasyczny ruch starego wygi mediów, który doskonale wie, jak jednym niedopowiedzeniem rozpalić wyobraźnię tysięcy ludzi. Wojewódzki potraktował zakup auta jako okazję do zrobienia wokół siebie zamieszania, zanim ostatecznie wyjaśnił, że jego „wielka nowina” ma cztery koła, a nie dwie nogi.
Cała ta akcja idealnie wpisała się w moment, gdy ruszyła trasa koncertowa Jakuba Wojewódzkiego, co tylko potwierdza, że w jego świecie nie ma przypadków. Każdy post, każde zdjęcie i każda rzekoma „pomyłka” to precyzyjnie zaplanowane działania marketingowe. Wojewódzki pokazał, że nadal potrafi zarządzać uwagą tłumu, wykorzystując do tego swój sprawdzony atut – miłość do motoryzacji.
Dla jednych to narcyzm, dla innych genialny PR. Fakty są jednak takie, że kiedy większość celebrytów walczy o uwagę nudnymi wyznaniami, on po prostu wstawił fotkę nowej fali luksusu i znów sprawił, że wszyscy o nim pisali. To był typowy Wojewódzki: trochę przekorny, bardzo pewny siebie i, jak zwykle, siedzący za kierownicą samochodu, o którym większość może tylko pomarzyć.
