Connect with us

NFL

Zrobiło się poważnie

Published

on

Patryk Vega to postać, obok której nie da się przejść obojętnie. Można pisać o nim złośliwe recenzje, ale on i tak od lat robi swoje, mając za nic opinie krytyków. Jego kariera to gotowy scenariusz na film o tym, jak z ambitnego dokumentalisty stać się najskuteczniejszym handlarzem emocji w polskim kinie. Wszystko zaczęło się od „Pitbulla” z 2005 roku. Wtedy wydawało się, że Vega to nowy Władysław Pasikowski. Pokazał policję bez retuszu, brudną i zmęczoną, a widzowie poczuli, że to jest „prawdziwe”. Potem jednak reżyser odkrył prostą prawdę: lepiej produkować hity taśmowo, niż dopieszczać każdy kadr. Zaczął uderzać w najprostsze instynkty, mieszając wulgaryzmy z głośnymi tematami społecznymi.

Zamiast kina, dostaliśmy produkty filmowe. Vega brał na warsztat wszystko: służbę zdrowia, mafię, a nawet politykę. Formuła była zawsze ta sama – dużo krzyku, dużo gwiazd (często tych samych, jak Piotr Stramowski czy Tomasz Oświeciński) i agresywny marketing. Vega przestał być tylko reżyserem, a stał się sprawnym managerem, który wiedział, jak podgrzać atmosferę przed premierą, żeby cała Polska o nim mówiła. Kiedy polskie podwórko stało się dla niego za ciasne, ogłosił wielkie plany międzynarodowe. Jego najnowszy projekt o Władimirze Putinie, stworzony przy pomocy technologii deepfake, to szczyt jego ambicji. To już nie jest tylko filmowanie, to próba wejścia do światowej ligi za pomocą technologicznych nowinek.

Czy filmy Vegi to sztuka? Pewnie nie. Ale to on udowodnił, że masowy widz chce rozrywki podanej bez owijania w bawełnę. Choć środowisko filmowe patrzy na niego z góry, Patryk Vega pewnie tylko liczy zyski. Pokazał wszystkim, że w kinie komercyjnym nie liczą się nagrody, tylko to, ile osób kupi bilet na kolejny seans.

Patryk Vega fot. KAPiF
O najnowszym filmie Ptryka Vegi “Putin”
Patryk Vega, po latach kręcenia filmów o policjantach i gangsterach, uznał najwyraźniej, że polskie podwórko jest dla niego za ciasne. Reżyser, który zbudował swoją markę na kontrowersji, tym razem uderzył w najwyższe tony i wziął na warsztat postać, która budzi strach na całym świecie. Jego najnowszy film, „Putin”, to próba pokazania rosyjskiego dyktatora w sposób, na który niewielu filmowców by się odważyło.

Najwięcej emocji budzi tu technologia. Patryk Vega zrezygnował z tradycyjnego castingu i charakteryzacji, która przy tak rozpoznawalnej twarzy zawsze trąciłaby sztucznością. Zamiast tego postawił na AI i technologię deepfake. Efekt jest taki, że na ekranie oglądamy cyfrową maskę nałożoną na aktora, co tworzy dość upiorne wrażenie. Widz ma poczucie, że zagląda do prywatnego życia człowieka, który od lat ukrywa się za murami Kremla.

Film nie bawi się w dyplomację. To brutalna i dosłowna podróż od czasów, gdy Władimir Putin służył w KGB, aż po krwawą inwazję na Ukrainę. Vega pokazuje go nie tylko jako bezwzględnego gracza, ale też jako człowieka słabego, chorobliwie bojącego się o własne życie i obsesyjnie trzymającego się władzy. To wizja groteskowa, momentami wręcz obrzydliwa, co dla fanów stylu Vegi nie będzie żadnym zaskoczeniem.

Produkcja została przygotowana z myślą o widzu globalnym – film nakręcono po angielsku, a budżet pozwolił na rozmach, jakiego w polskim kinie dawno nie było. Czy to jest dobre kino? Patryk Vega nigdy nie aspirował do miana twórcy niszowych dzieł artystycznych. On robi produkt, który ma szokować i dobrze się sprzedawać. W tym przypadku wykorzystał moment, w którym oczy całego świata zwrócone są na Rosję. To marketingowy majstersztyk, który udowadnia, że polski reżyser potrafi rozpychać się łokciami na międzynarodowym rynku, używając do tego najnowocześniejszych narzędzi.

Nowy film Patryka Vegi i kontrowersje
Patryk Vega miał podbić świat, a skończyło się na tym, że zajmuje się nim wrocławska prokuratura. Plan był ambitny: film „Putin” za 10 milionów dolarów, który dzięki globalnej dystrybucji miał zarobić nawet 300 milionów. 

Jeśli mamy film polski, dystrybuowany tylko na polski rynek, to wiadomo, że jeśli nie pójdzie w Polsce, to ta frekwencja jest przesądzona. Jeśli na przykład spadnie samolot z prezydentem, nastąpi żałoba narodowa, ten okręt jest się w stanie zatrząść — przekonywał reżyser

Reżyser, znany z budowania wokół siebie aury sukcesu, przekonywał, że ryzyko właściwie nie istnieje. W rzeczywistości jednak zamiast wielkiego kina, dostaliśmy finansowy thriller, w którym główną rolę poszkodowanego gra Sławomir Sobala Sobala, zawodowy sobowtór rosyjskiego dyktatora, nie tylko użyczył twarzy, ale dał się namówić na zainwestowanie własnych pieniędzy. Vega miał go mamić wizją „ostatniej szansy” i ogromnych zysków z rynków zagranicznych. Finał tej historii okazał się brutalny. 

Stawiał sprawę tak, że to jest dla mnie ostatnia szansa, bo jest dużo chętnych i muszę się szybko decydować. Wpłaciłem w dwóch transzach dużą kwotę — wspominał Sobala w rozmowie z “Wyborczą”

Choć zapowiadano wielką premierę w USA z budżetem promocyjnym rzędu 5 milionów dolarów, przychody z amerykańskich kin wyniosły zaledwie 20 tysięcy dolarów. To nie jest błąd w druku – projekt, który miał być globalnym hitem, zarobił tam tyle, co średniej klasy auto.

Jakiś czas temu razem z prawnikami przeanalizowałem umowę. Jest niekorzystna dla inwestora i zawiera szereg zapisów niedozwolonych, niekorzystnych dla kontrahentów Patryka Vegi. Finansowa prognoza, zapowiadająca gigantyczne zyski, jest nierealna. To czysta fikcja. Właśnie dlatego czuję się oszukany. Wiem, że takich osób jak ja jest więcej. Zawiadomiłem prokuraturę i trwa śledztwo — wspominał Sobala.

Promocją za oceanem zajmowała się firma Horizon Events, założona ledwie kilka miesięcy przed premierą, co już samo w sobie powinno zapalać ostrzegawczą lampkę. Kiedy inwestorzy zaczęli pytać o pieniądze, Patryk Vega winę zwalił na „naciski polityczne” i rozwiązanie umów z dystrybutorami. Dziś reżyser unika dziennikarzy „Gazety Wyborczej”, nie odbiera telefonów i nie komentuje sprawy, choć w internecie już zapowiada kolejne „globalne” produkcje.

Biznes filmowy to bardzo ryzykowny biznes. Strona inwestująca powinna mieć świadomość tego. 50 procent moich filmów poniosło porażkę, nie zwracając kapitału. Ponieważ jest to biznes oparty na emocjach — brzmi wypowiedź Vegi zapisana w protokole z rozprawy z 28 października 2024 r.

Dla inwestorów, takich jak Sławomir Sobala, ta przygoda z filmem to bolesna lekcja. Umowy okazały się skrajnie niekorzystne, a z obiecanych milionów nie zostało nic. Obecnie biegli powołani przez prokuraturę prześwietlają finanse produkcji, a reputacja Vegi jako sprawnego biznesmena właściwie przestała istnieć. Wygląda na to, że tym razem reżyserowi nie uda się wyjść z opresji za pomocą szybkiego montażu i kontrowersyjnego marketingu.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247