NFL
Bąkiewicz wraca na granicę z Niemcami? Jest decyzja sądu Czytaj więcej:
Posiedzenie Sądu Rejonowego w Gorzowie Wielkopolskim odbyło się w piątek w trybie niejawnym. Przewodniczyła mu sędzia Olimpia Barańska-Małuszek, która rozpoznawała zażalenie złożone na decyzję prokuratury dotyczącą środków zapobiegawczych zastosowanych wobec Roberta Bąkiewicza w sierpniu 2025 roku. W posiedzeniu uczestniczył prokurator oraz sam podejrzany, natomiast jego obrońcy nie byli obecni.
Sprawa dotyczyła oceny zasadności i proporcjonalności ograniczeń, jakie nałożono na Bąkiewicza na etapie postępowania przygotowawczego. Sąd nie zajmował się jeszcze oceną winy ani meritum zarzutów – przedmiotem analizy były wyłącznie środki mające zabezpieczyć prawidłowy tok postępowania.
To rozróżnienie miało kluczowe znaczenie dla uzasadnienia, które w późniejszej części zostało szczegółowo przedstawione przez sąd.
Pakiet środków zapobiegawczych zastosowanych wobec Roberta Bąkiewicza należał do wyjątkowo restrykcyjnych. Najwięcej emocji wzbudzał zakaz zbliżania się do polsko-niemieckiej granicy na odległość mniejszą niż jeden kilometr. Ograniczenie to obejmowało również przejścia graniczne oraz ich bezpośrednie okolice.
Dodatkowo wobec działacza wprowadzono dozór policji, co wiązało się z regularnym meldowaniem się w wyznaczonej jednostce, a także obowiązek informowania organów ścigania o każdym wyjeździe trwającym dłużej niż siedem dni. W praktyce oznaczało to stałą kontrolę jego aktywności i znaczące ograniczenie swobody przemieszczania się.
Środki te obowiązywały przez kilka miesięcy i – jak argumentowała obrona – w istotny sposób wpływały na jego działalność publiczną, społeczną i prywatną. To właśnie ich zakres i czas trwania stały się przedmiotem sądowej kontroli.
W ustnym uzasadnieniu decyzji sędzia Olimpia Barańska-Małuszek wskazała na fundamentalne rozróżnienie pomiędzy tzw. przesłankami ogólnymi a przesłankami szczególnymi stosowania środków zapobiegawczych. Sąd przyznał, że na obecnym etapie postępowania istnieje wysokie prawdopodobieństwo popełnienia czynów zarzucanych podejrzanemu, co spełnia warunek ogólny.
Jednocześnie jednak sąd nie dopatrzył się spełnienia przesłanek szczególnych, które uzasadniałyby dalsze utrzymywanie tak daleko idących ograniczeń. W szczególności nie stwierdzono realnego ryzyka ucieczki, ukrywania się ani utrudniania postępowania przez podejrzanego.
To właśnie brak tych przesłanek przesądził o decyzji sądu. W ocenie sędzi środki zastosowane przez prokuraturę były niewspółmierne do zagrożeń, którym miały przeciwdziałać. W konsekwencji postanowienie prokuratury zostało uchylone w całości.
Warto dodać, że sprawa miała wcześniej proceduralne komplikacje. W grudniu obrona wnioskowała m.in. o wyłączenie sędziego i rozpoznanie sprawy w składzie trzyosobowym. Wnioski te nie zostały uwzględnione, a sąd uznał, że nie zachodzą przesłanki do zmiany składu orzekającego.
Po ogłoszeniu decyzji sądu Robert Bąkiewicz nie krył emocji. W rozmowach z mediami podkreślał, że przez wiele miesięcy funkcjonował pod rygorem środków, które – jego zdaniem – nie powinny były zostać zastosowane. Określił je wprost jako formę represji i nadmiernej ingerencji państwa w jego życie.
Zaznaczył również, że choć decyzja sądu jest dla niego korzystna, trudno mówić o pełnej satysfakcji po tak długim okresie ograniczeń. Porównał sytuację do odzyskania czegoś, co wcześniej zostało niesłusznie odebrane. Jednocześnie zapowiedział, że nie zmienia swojego stanowiska co do całego postępowania i nadal uważa, że zarzuty są bezpodstawne.
Jego wypowiedzi wskazują, że nadchodzący proces nie będzie miał wyłącznie charakteru prawnego, ale również wyraźny wymiar polityczny i światopoglądowy.
