NFL
Jego relacja odbiega od cukierkowej fasady, którą widzieli sąsiedzi 🥶
Jego relacja odbiega od cukierkowej fasady, którą widzieli sąsiedzi 🥶
Rodzina K. z zewnątrz sprawiała wrażenie idealnej. Uśmiechnięte twarze na zdjęciach, czułe objęcia i zachwyty w komentarzach w mediach społecznościowych. Częste wyjazdy i weekendowe wypady. Co więc sprawiło, że podczas ostatniej wizyty u teściów w Ustce Piotr K., major Służby Ochrony Państwa (SOP), bez żadnego ostrzeżenia rzucił się na bliskich z nożem i z zimną krwią urządził rzeź? Znajomy mężczyzny ujawnił w TVN “Uwaga”, co działo się za zamkniętymi drzwiami. Jego relacja odbiega od cukierkowej fasady, którą widzieli sąsiedzi.
Wbrew temu, co mogli widzieć mieszkańcy Ustki, z ustaleń TVN “Uwaga” wynika, że w ostatnim czasie relacje małżeńskie Piotra i jego żony nie wyglądały najlepiej. Jak się okazuje, zaledwie trzy miesiące temu Piotr K. planował wyprowadzić się od rodziny.
Widziałem się z nim na początku października i wiem, że wtedy jego relacja z żoną była zła. Chciał wynająć kawalerkę na Bródnie, żeby mieć blisko do dzieci – mówi rozmówca “Uwagi”. I dodaje: – Nie chciał wyjaśnić o co chodziło, tylko wiem, że ona nie stanęła po jego stronie w jakimś konflikcie dotyczącym pracy. Wtedy mówił, że chciał rozwodu, a ona nie chciała mu dać, a wcześniej było odwrotnie, więc kłótnia między nimi musiała trwać dłużej. Ale później patrząc na ich zdjęcia na Facebooku, to chyba próbowali naprawić relacje – stwierdza.
Znajomy Piotra K. twierdzi, że w październiku mężczyzna miał pozytywnie przejść okresowe badania psychologiczne. Czy jednak badania psychologiczne w SOP są wystarczająco dokładne?
– Nie oszukujmy się, to jest farsa. Na wstępie trzeba zdać psychotesty, ale jak ktoś je zdaje za piątym czy którymś razem, zna dobrze pytania. Zamyka oczy i rozwiązuje. Myślę, że przez 30 lat to były te same arkusze, to nic nie weryfikowało – mówi informator TVN.
Tragedia, do której doszło w poniedziałek, wstrząsnęła Polską. Piotr K. wraz z rodziną spędzał kilka dni urlopu u teściów. Wieczór był spokojny, grali w karty, nie doszło do żadnych kłótni ani napięć.
W pewnej chwili 44-latek wstał od stołu, poszedł do kuchni, chwycił największy nóż i wrócił do pokoju. Wtedy rozpoczął atak. Najpierw zaatakował żonę i teściów, próbował także dogonić uciekającego syna. Następnie zabarykadował się z córką w jednym z pomieszczeń. To tam zadał dziewczynce liczne, śmiertelne rany, głównie w okolice klatki piersiowej. Obrażenia miały charakter wielonarządowy.
Pomimo błyskawicznej interwencji ratowników i długiej reanimacji, życia dziecka nie udało się uratować. Pozostali członkowie rodziny – żona, teściowie oraz syn – trafili do szpitali w Słupsku, Lęborku i Sławnie. Stan żony i teściowej nadal jest ciężki, pozostają pod stałą opieką lekarzy.
