NFL
Tusk publicznie upokorzył Nawrockiego i Kaczyńskiego. Ludzie niedowierzali w to co napisał: „Ludzie patrzą…
Wystarczyło kilka zdań wypowiedzianych w Stanach Zjednoczonych, by w Polsce znów zawrzało. Tym razem nie chodzi wyłącznie o ocenę NATO, lecz o coś znacznie bardziej wrażliwego – szacunek dla żołnierzy, którzy służyli i ginęli na misjach. Słowa Donalda Trumpa uruchomiły lawinę reakcji, a jeden wpis Donalda Tuska sprawił, że spór szybko przeniósł się na krajowe podwórko.
W Polsce takie słowa nie mogły przejść bez echa. Afganistan to dla wielu Polaków nie hasło z nagłówka, lecz konkretne doświadczenia – lata służby, trumny okryte flagą, nazwiska poległych. Dlatego reakcje polityków były natychmiastowe.
Prezydent Karol Nawrocki odpowiedział wpisem, w którym jednoznacznie stanął po stronie żołnierzy. Podkreślił ich bohaterstwo i przypomniał cenę, jaką Polska zapłaciła za udział w misji.
Do sprawy odniósł się także Jarosław Kaczyński. Stwierdził, że wypowiedź Donalda Trumpa jest niesprawiedliwa wobec Polaków, ale dodał zdanie, które szybko zaczęło krążyć w mediach.
„Donald Trump ma taki rozpędzony język.”
Ta fraza została odebrana przez część opinii publicznej jako próba złagodzenia sytuacji, a przez innych – jako bagatelizowanie problemu. I właśnie w tym momencie do dyskusji wszedł Donald Tusk.
Premier najpierw przypomniał osobiste wspomnienie sprzed lat. Opisał pożegnanie pięciu poległych polskich żołnierzy w afgańskim Ghazni i słowa amerykańskich oficerów, którzy zapewniali, że Ameryka nigdy nie zapomni polskich bohaterów.
Chwilę później opublikował kolejny wpis – krótki, ostry i skierowany już nie do Trumpa, lecz do polskich liderów.
„Czas wstać z kolan, panowie. Ludzie patrzą.”
Te słowa, adresowane do Karola Nawrockiego i Jarosława Kaczyńskiego, momentalnie rozpaliły debatę. Spór przestał dotyczyć wyłącznie relacji transatlantyckich. Stał się elementem wewnętrznej walki o to, kto potrafi twardo bronić honoru polskich żołnierzy, a kto – zdaniem krytyków – reaguje zbyt zachowawczo.
Dlaczego ta sprawa boli bardziej niż zwykle
W tle tej politycznej wymiany zdań są emocje, których nie da się łatwo wygasić. Afganistan pozostaje jednym z najtrudniejszych rozdziałów w historii polskich misji zagranicznych. Dlatego każde słowo – czy to o „ulicy jednokierunkowej”, „rozpędzonym języku”, czy „wstawaniu z kolan” – jest natychmiast interpretowane i oceniane.
Ta historia nie ma jeszcze finału. Jedno jest jednak pewne: temat polskich żołnierzy i ich miejsca w NATO znów znalazł się w samym centrum politycznego sporu. I tym razem nie chodzi wyłącznie o Waszyngton, ale o to, jak Polska mówi o sobie samej.
