NFL
Gdy żona umierała mu na rękach, obiecał sobie, że to koniec. Prosili go na kolanach!
Gdy jechali na wakacje do Jugosławii ich samochód staranowała ciężarówka. Żona dosłownie umierała mu na rękach, a on płacząc obiecał jej, że zajmie się dziećmi. Jan Mucha, jeden z liderów Śląska Świętochłowice i czołowy żużlowiec Polski, nie mógł ryzykować, że i jego zabraknie, więc postanowił, że zakończy żużlową karierę i więcej na motocykl już nie wsiądzie. Na koniec sezonu 1978 jego klub niespodziewanie znalazł się jednak w strefie spadkowej i działacze niemal po kolanach przyszli do niego do domu, prosząc go o ratunek. To, co zrobił, przeszło do legendy.
W 2026 r., po 24 sezonach przerwy, ligowy żużel powróci do Świętochłowic. Reaktywowany Śląsk wystartuje na trzecim szczeblu rozgrywkowym (w Krajowej Lidze Żużlowej). Mało kto pamięta, że kiedyś był jedną z najlepszych ekip żużlowych w kraju, z wielką gwiazdą, Pawłem Waloszkiem w składzie.
Ja bym dorzucił jeszcze jedno nazwisko, Jana Muchy. Nie miał może takich osiągnięć na arenie międzynarodowej, ale w lidze był równie dobry. A na koniec kariery zrobił coś, co na lata zapewniło mu wdzięczność kibiców — stwierdził Henryk Grzonka, były redaktor naczelny Radia Katowice.
Waloszek w 1970 r. został indywidualnym wicemistrzem świata. Ma też na koncie sześć medali wywalczonych z reprezentacją Polski w drużynowych mistrzostwach globu. Jeden złoty i pięć brązowych.
Przy jego osiągnięciach wyczyny Jana Muchy wyglądają blado. W finałach indywidualnych mistrzostwa świata wystąpił cztery razy, ale bez większych sukcesów (najwyżej na 9. miejscu). W drużynowych mistrzostwach świata zaś uzbierał z reprezentacją tylko dwa brązowe medale.
— Gdyby więcej kalkulował, to pewnie miałby tych sukcesów więcej, ale to nie było w jego stylu — podkreślił Grzonka.
O krok za Waloszkiem
W Śląsku, który reprezentował przez 22 sezony, liderami byli jednak obaj. To ich świetna jazda sprawiła, że drużyna ze Świętochłowic trzy razy sięgała po wicemistrzostwo Polski (1969, 1970 i 1973) i raz po brązowy medal (1972).
Gwiazda Waloszka błyszczała najmocniej, ale Mucha niemal mu nie ustępował. Na słynnym “Hasioku” razem odprawili z kwitkiem wiele drużyn. Śmiem twierdzić, że gdyby nie wspierany przez kopalnie i najbogatszy wówczas w Polsce ROW Rybnik, to Świętochłowiczanie mieliby na koncie parę złotych medali DMP — ocenił Grzonka.
W statystykach medalowych sezonów, rzeczywiście tak to wyglądało. Najlepsze średnie biegopunktowe kręcił Waloszek, ale osiągnięcia Muchy w lidze też były imponujące. W czterech medalowych sezonach jego średnia tylko raz wyniosła mniej niż 2,5 pkt/bieg. Konkretnie w 1969 r. było to 2,48 pkt/bieg. Taka skuteczność w 2025 r. dałaby mu drugie miejsce w PGE Ekstralidze, tuż za plecami Bartosza Zmarzlika!
Żużlowi kibice pamiętają jednak głównie o Waloszku. To on stał się legendą, to jego imię nosi miejscowi stadion. Być może wynika to z tego, że ścigał się aż to 47. roku życia. Karierę zakończył dopiero w 1985 r. Trzy lata młodszy od niego Mucha skończył w 1978 r., mając ledwie 37 lat.
— Na koniec jednak zarówno mnie, jak i kibicom Śląska zaimponował swoją heroiczną postawą — stwierdził Grzonka.
Ciężarówka staranowała ich auto
— Mucha nie zamierzał kończyć jeszcze kariery, ale wszystko zmieniło się gdy jechał z żoną na wakacje do Jugosławii. W Czechosłowacji mieli wypadek. Ciężarówka staranowała im auto, a żona dosłownie umarła mu na rękach. Postanowił sobie, że nie może dłużej ryzykować, musi skończyć z żużlem i zająć się rodziną — zdradził dziennikarz
Śląsk zaczął sezon 1978 słabo, a nagle od lipca musiał sobie radzić bez jednego ze swoich liderów. Efekt był opłakany. Drużyna na koniec sezonu znalazła się na ostatnim miejscu w tabeli. W związku z faktem, że Świętochłowiczanie mieli identyczny bilans dużych i małym punktów, co Kolejarz Opole, Główna Komisja Sportu Żużlowego zarządziła, że o tym kto spadnie, zadecyduje dodatkowy dwumecz.
— Wtedy strach zajrzał Świętochłowiczanom w oczy, bo kto przegra ten spadnie z ligi. Niemal na kolanach udali się więc do Mikołowa prosząc: Janek ratuj — opisał Grzonka.
Mucha od wielu tygodni już nie jeździł, ale ostatecznie uległ namowom działaczy i postanowił wystąpić w barażu.
— To nie były zwykłe występy. To było żużlowe arcydzieło — zauważył były szef Radia Katowice.
Pierwszy mecz rozegrano 22 października w Opolu i były reprezentant Polski faktycznie dał popis. W czterech startach zdobył płatny komplet punktów, a Śląsk wygrał 57:51. Tydzień później w rewanżu też otarł się o perfekcję. Wygrał cztery pierwsze swoje biegi, a w ostatnim się przewrócił. Śląsk był już jednak wtedy pewny utrzymania. Mecz wygrał 58:50, a cały dwumecz różnicą 14 “oczek”.
Po odjechaniu zwycięskich baraży Mucha zajął się rodziną i biznesem.
— Jeszcze w czasie kariery stał się biznesmenem i to z prawdziwego zdarzenia. Można go stawiać za wzór dla innych — przyznał Marek Cieślak, inny były reprezentant Polski.
Mucha działał w branży samochodowej. Po transformacji ustrojowej został pierwszym w historii Polski dealerem Opla. Gdy umarł na raka w 2014 r., to na jego pogrzebie pojawili się przedstawiciele niemieckiego koncernu na Polskę.
