NFL
Marta “z korpo” zachwyca gwiazdy sportu. W Polsce nie ma łatwo
Kiedy ktoś taki dostrzega Twoją jazdę, daje ci to ogromną motywację i wiarę, że to, co robisz po cichu, często w trudnych warunkach, naprawdę ma sens. Freeride to dla mnie wolność — nie tylko na śniegu, ale w życiu. To odwaga, żeby iść swoją drogą, nawet jeśli nie jest najłatwiejsza — opowiada Marta Konikowska, której umiejętności doceniają gwiazdy światowego freeridingu. Właśnie dostała dziką kartę do prestiżowych zawodów we Francji. Prowadzi “podwójne życie”, bo oprócz uprawiania dyscypliny, która ma szansę znaleźć się na następnych igrzyskach, pracuje na pełny etat w Ringier Axel Springer Polska.
We freeridingu chodzi o pokonanie stromego, dziewiczego stoku w jak najlepszym stylu przy pomocy nart lub deski snowboardowej. Nie ma wyznaczonych tras, a zawodnicy mierzą się z naturalnymi trudnościami na trasie. O zwycięstwie decyduje technika użytkowa oceniana przez sędziów. Historia Freeride World Tour (FWT) sięga 1996 r., ale obecnie obserwujemy coraz większy rozwój dyscypliny. Tegoroczne mistrzostwa świata po raz pierwszy odbędą się pod patronatem Międzynarodowej Federacji Narciarskiej i Snowboardowej. Sekretarz generalny FIS Michel Vion mówi wprost, że celem zaangażowania się światowego organu jest próba włączenia Freeride’u do programu zimowych igrzysk olimpijskich w 2030 r.
W Polsce freeride jest dość utrudniony ze względów na brak naturalnych warunków do uprawiania tej dyscypliny, jednak mamy w tej dyscyplinie swoich reprezentantów. Najlepszą z Polek jest Zuzanna Witych, która regularnie staje na podium Pucharu Świata, ale mieszka i trenuje w Szwajcarii. Inaczej jest za to z Martą Konikowską.
Marta łączy dwa światy — pracę na pełen etat w Ringier Axel Springer Polska oraz uczestnictwo w międzynarodowych freeridingowych zawodach. — Największym wyzwaniem jest dla mnie pogodzenie pełnego zaangażowania w sport z wysokimi ambicjami zawodowymi. 26 dni urlopu w roku nie daje mi takich warunków, jakie ma światowa czołówka zawodniczek, które trenują profesjonalnie przez cały sezon. Przykładowo w tym sezonie nie miałam możliwości spędzić zbyt wielu dni na śniegu, dlatego formę buduję na co dzień: biegam, trenuję siłowo, wspinam się na ściance, a w sezonie wiosenno-letnim dużo jeżdżę na rowerze szosowym. Kolejnym dużym wyzwaniem są koszty finansowe. Podróże za śniegiem, starty w międzynarodowych zawodach i logistyka wokół tego sportu wymagają ogromnych nakładów. Wyjazd na najbliższe zawody mogę zrealizować dzięki wsparciu dobrych dusz oraz małopolskiej firmy Magik — tłumaczy nam Konikowska.
Poza sportem prowadzę bardzo “normalne życie”, mam swoje obowiązki i codzienność jak wiele innych osób. Góry są dla mnie przestrzenią, w której oddycham, resetuję głowę i czuję wolność. Freeride to styl życia, który uczy mnie odwagi, pokory i zaufania do siebie. Te emocje towarzyszą mi każdego dnia, również poza stokiem—- kocham adrenalinę — dodaje.
Mimo godzenia obowiązków, odnosi dobre wyniki. Była już czwarta w zawodach FWT Qualifier w Gruzji w marcu 2024 r. Jej talent został dostrzeżony przez czołowych zawodników świata. Właśnie szykuje się do czterogwiazdkowych zawodów FWT Qualifier we francuskich Serre Chevalier i La Grave (31.01-1.02 i 7-8.02), na które dostała dziką kartę od Wadecka Goraka — byłego czwartego zawodnika świata. Dzięki niemu dostała też możliwość bycia częścią ekipy organizującej Freeride World Tour Qualifier — South Lines Freeride Series. Przed rokiem została wyróżniona przez Marion Haerty – czterokrotną mistrzynię świata we Freeride World Tour. — To był moment ogromnego wzruszenia i niedowierzania. To legenda freeride’u, osoba, którą przez lata oglądałam i podziwiałam. Kiedy ktoś taki dostrzega twoją jazdę, daje ci to ogromną motywację i wiarę, że to, co robisz po cichu, często w trudnych warunkach, naprawdę ma sens — opowiada Polka.
We Francji będzie rywalizować z zawodnikami z ponad 20 krajów. Najlepsza trójka z nowego czteroetapowego cyklu awansuje do wielkiego “Finału Challengerów”, gdzie wyłonieni zostaną pierwsi Mistrzowie Południa. Zawody będą transmitowane między innymi przez znaną francuską telewizję RMC Sport.
Pierwsza edycja cyklu oferuje nagrody finansowe w wysokości 6 tys. euro, ekspozycję medialną oraz możliwości współpracy sponsorskiej. Projekt wpisuje się w długofalową wizję rozwoju freeride’u i budowy silnej ligi w perspektywie igrzysk olimpijskich 2030, gdzie freeride ma szansę zadebiutować jako dyscyplina olimpijska — opowiada Konikowska, której zależy na promowaniu freeridingu w Polsce.
W pierwszych zawodach tej rangi nie nastawia się na wynik. — Freeride to dla mnie wolność i przestrzeń, w której podejmuje decyzje na własnych zasadach. Jadę na zawody tej rangi przede wszystkim po doświadczenie. Nie oczekuję cudów — wiem, z jakiego miejsca startuję. Myślę jednak, że moja rola nie kończy się tylko na starcie w zawodach — dostałam też ogromną szansę działania przy organizacji międzynarodowych zawodów prestiżowej rangi. Bardzo mi zależy na tym, aby inspirować innych — pokazywać, że warto podążać za marzeniami i że dzięki determinacji, konsekwencji i ciężkiej pracy można osiągnąć bardzo dużo, nawet mimo licznych ograniczeń. Chciałabym też promować tę dyscyplinę wśród kobiet i pokazać, że można sięgać daleko, również na arenie międzynarodowej, nawet nie mając zaplecza ani systemowego wsparcia. Moja historia pokazuje, że można znaleźć balans między pracą a pasją. W Polsce są też inne zawodniczki, o których warto mówić, między Gosia Śniegórska, która startuje w lidze wyżej FWT Challanger i bardzo mocno trzymam za nią kciuki w tym sezonie — dodaje na koniec. — dodaje na koniec.
