NFL
Zrobiło się poważnie
Filip Chajzer to nazwisko, które jeszcze kilka lat temu u wielu Polaków wywoływało skojarzenia z prowadzeniem „Dzień Dobry TVN”. Jednak ostatnie miesiące to dla niego pasmo kontrowersji i medialnych turbulencji, które sprawiły, że temat jego osoby regularnie wraca w nagłówkach.
Najgłośniejsza z afer dotyczy działalności charytatywnej fundacji, którą prowadził — „Taka Akcja”. Sprawa zaczęła się od zarzutów, że środki zebrane dla ciężko chorych dzieci nie trafiły w takiej wysokości, w jakiej powinny, a ich dysponowanie zostało zakwestionowane nie tylko przez darczyńców, ale i prokuraturę. Śledztwo dotyczy poważnych nieprawidłowości finansowych — m.in. tego, że z kont organizacji miało zniknąć ponad 700 tys. zł przeznaczonych na cele statutowe, co doprowadziło do postawienia zarzutów byłemu dyrektorowi fundacji i medialnego ognia wokół samego Chajzera.
To jednak nie koniec zawirowań. Chajzer publicznie skarżył się na powikłania po zabiegu stomatologicznym, twierdząc, że doprowadził on do problemów zdrowotnych. Stomatolog ujawnił kulisy współpracy tłumacząc, że zabieg był wykonywany w ramach umowy barterowej, a początkowo obie strony były zadowolone z efektów. Według Piotra Trafidły, Chajzer po pewnym czasie miał poprosić o wykonanie darmowego zabiegu dla pracownika. Lekarz odmówił, co miało doprowadzić do ochłodzenia relacji. W efekcie konflikt przybrał publiczną formę.
W tej samej medialnej przestrzeni przewinął się również inny spór — tym razem między Chajzerem a uczestnikiem programu „Ślub od pierwszego wejrzenia”, Adrianem Szymaniakiem, którego Chajzer określił mianem „stalkera” w odpowiedzi na jego krytyczne komentarze. To kolejny przykład, jak szybko osobiste relacje i medialne opinie potrafią przerodzić się w głośne wymiany zdań w sieci.
Do tego dochodziły kolejne medialne momenty, jak publiczne konflikty z recenzentami gastronomicznymi, których recenzje kierowanego przez niego biznesu kebabowego spotkały się z ostrą reakcją Chajzera. Jedna z takich sprzeczek zakończyła się w internecie słowną wymianą, a później — koniecznością przeprosin ze strony prezenter, który ostatecznie próbował ostudzić emocje.
Jeśli sprawa między Filipem Chajzerem a Jakubem Wątorem jest jednym z bardziej elektryzujących medialnych sporów ostatnich miesięcy, to warto się na chwilę zatrzymać i zrozumieć, kto jest przeciwnikiem Chajzera.
Jakub Wątor to dziennikarz, którego można opisać jako specjalistę od śledzenia świata internetu, influencerów i kontrowersyjnych zachowań w przestrzeni cyfrowej. Związany był m.in. z „Gazetą Wyborczą”, „Wirtualną Polską” czy serwisem „Spider’s Web”, gdzie pisał o technologii, internecie i nowych zjawiskach kulturowych.
Wątor przez lata analizował też zjawisko influencerów jako fenomenu społecznego, co zaowocowało m.in. książką „Influenza. Mroczny świat influencerów”. Opisuje w niej mechanizmy, które stoją za kolosalnym wpływem influencerów na społeczeństwo, ale także ich potencjalne zagrożenia, od manipulacji po nadużycia.
Jego medialna obecność jeszcze bardziej nasiliła się, gdy w 2025 roku — po odejściu z serwisu Goniec.pl — uruchomił własny kanał na YouTube. Tam postawił sobie jasny cel: obnażać hipokryzję, głupotę i łamanie prawa wśród celebrytów i influencerów, bez względu na to, jak popularni lub znani są ich twórcy.
Pierwsze materiały skupiały się na Mariannie Schreiber — jego film o niej szybko zdobył kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń, a sam Wątor jasno deklarował, że zamierza śledzić i analizować kolejne kontrowersje.
Jednak to właśnie nagrania dotyczące działalności biznesowej Filipa Chajzera i warunków pracy w jego kebabowym imperium przyniosły mu największe rozgłos w ostatnim czasie i doprowadziły do eskalacji konfliktu, który teraz — jak już wiemy — trafił na salę sądową.
Proces cywilny między Jakubem Wątorem a Filipem Chajzerem, ma rozpocząć się w marcu 2026 r. Chodzi o pozew o ochronę dóbr osobistych, który Wątor złożył przeciwko Chajzerowi po miesiącach narastającego konfliktu, zaczynającego się od powszechnie omawianego reportażu o biznesie kebabowym celebryty. Wszystko zaczęło się od filmów i materiałów, które Wątor publikował na swoim kanale YouTube na temat warunków pracy i działalności gastronomicznej prowadzonej przez Chajzera. Jak wskazują źródła, te materiały wywołały ostrą reakcję ze strony Chajzera, który w mediach społecznościowych miał krytykować dziennikarza i formułować pod jego adresem mocne i obraźliwe opinie.
Według Wątora, Chajzer miał nie tylko wygłaszać wobec niego publiczne obelgi, ale również upublicznić jego dane kontaktowe, co miało spowodować lawinę nieprzyjemnych i wulgarnych wiadomości. Wątor twierdzi, że to zachowanie przekroczyło granice zwykłej wymiany zdań i doprowadziło do naruszenia jego dóbr osobistych, w efekcie czego poszedł z tą sprawą do sądu. Sprawa, jaką Wątor skierował do sądu, obejmuje także dwa zawiadomienia do prokuratury — jedno z nich dotyczy podejrzenia popełnienia przestępstwa w związku z udostępnianiem jego danych osobowych, a drugie dotyczy domniemanego podżegania do gróźb karalnych. To przykład sytuacji, w której konflikt online może mieć realne konsekwencje prawne, wykraczające poza dotychczasowe internetowe zgrzyty i hejt.
Wątor publicznie oświadczył, że domagał się od Chajzera przeprosin i wpłaty 5 tys. zł na rzecz Fundacji Przyjaciele Palucha, zanim zdecydował się skierować sprawę do sądu. Obrońcy Chajzera podkreślają, że ich klient nie był inicjatorem sporu, lecz adresatem licznych publikacji Wątora, które miały charakter zaczepny i jednostronnie negatywny. W odpowiedzi na pozew prawnicy Chajzera twierdzą też, że to nie Chajzer miał wywołać konflikt, a działania Wątora — ich zdaniem — doprowadziły do eskalacji sporu.
