NFL
Latami ukrywała chorobę. “Szukałam swoich zdjęć, by sprawdzić, czy nic nie widać”

Ból nogi był tak duży, że w ułamku sekund musiała decydować o tym, jak stawiać kolejne kroki, żeby go zniwelować. Mimo tego nie chciała się poddawać. Aż znów w ułamki sekundy przyznała przed samą sobą: “nie dam rady dobiec do mety i nie chcę”. Przed kamerami utonęła we łzach. Choć nasza medalistka olimpijska Anna Kiełbasińska właśnie żegnała dużą część swojego dotychczasowego życia, łzy wyrażały wdzięczność, że to wszystko w ogóle się zdarzyło.
Bohaterkami są kobiety, których sport stał się sposobem na życie, ale bycie sportowcem to niejedyna rola, jaką w nim odgrywają. Kobiecy punkt widzenia i kobiece rozmowy.
Edyta Kowalczyk: Masz wyjątkowo dużo kobiecej energii wokół siebie ze względu na dwie siostry, mamę, siostrzenicę. Więcej jest między wami różnic czy wspólnych cech?
Anna Kiełbasińska: Wszystkie mamy dość mocne charaktery, chyba również przez to, że przez pewien czas nie było wokół nas tego męskiego wzorca. To mama była tym jedynym rodzicem, który ogarniał całą naszą trójkę, dom, opłaty, kredyty. Przez to sama stałam się taką zosią samosią, która nie tylko sama da sobie radę, ale i zrobi jeszcze więcej, gdy komuś trzeba pomóc. Mało tego – gdy komuś źle się dzieje, to wydaje mi się, że to ja mam być tą otwartą i empatyczną, tak jakbym była odpowiedzialna za emocje drugiej osoby.
Tak, chociaż paradoks polega na tym, że w nie do końca odnajdujemy się w typowo babskich kręgach, jeśli chodzi o relacje inne niż takie długotrwałe przyjaźnie. Może też dlatego, że my jesteśmy wobec siebie bardzo bezpośrednie, trochę jak mężczyźni. Czasami bywa, że spotykamy się u mamy, rozmawiamy o swoich nowych pomysłach i zamiast od razu entuzjastycznie zareagować na to, co wymyśliła siostra, na początku jesteśmy dość krytyczne wobec tego, co usłyszałyśmy i pewnie w dużym stopniu z troski chcemy ostrzec bliską osobę przed spodziewanymi konsekwencjami
Ciągle się tego uczę. Nawet jakiś czas temu miałam taką sytuację. Wracałam z Monachium i już w drodze na lotnisko musiałam pokonać przejście podziemne. Miałam ze sobą walizkę i mężczyzna, który mnie mijał, zaproponował pomoc w zniesieniu jej po schodach. W pierwszej chwili chciałam odmówić, bo pomyślałam, że przecież na treningach dźwigałam dużo większe ciężary i sobie radziłam, to dlaczego walizka miałby stanowić problem. Ale po chwili uznałam, że powinnam skorzystać. W końcu bolały mnie nogi, plecy i taki z pozoru drobny gest dla mnie był wtedy znaczący.
