NFL
Dariusz Adamczuk opowiada o transferowym szaleństwie w Widzewie. Ale i utrudnieniach! 👀 ➡
Dyrektor sportowy Widzewa ma ten komfort, że jak rusza na zakupy, to nie musi patrzeć na stan konta. Dariusz Adamczuk w rozmowie z Przeglądem Sportowym Onetem opowiada o transferowym szaleństwie w Widzewie. Ale i utrudnieniach. — Na razie troszkę odbiliśmy się od Polaków. Nie każdy chce wrócić do kraju. W Ekstraklasie już grali, a powrót do niej jest na końcu ich życzeń. Jest jeszcze takie przeświadczenie, że powrót oznacza porażkę, że komuś nie wyszło na Zachodzie. Może przykład Bartka Drągowskiego pokaże, że warto wrócić — mówi Adamczuk. Opowiada też: ile godzin spędza w klubie i jak wygląda jego praca, kto i dlaczego odmawia Widzewowi oraz jakie są plany na letnie okno transferowe.
To pierwsza część rozmowy z Dariuszem Adamczukiem. W drugiej części nieoficjalny dyrektor sportowy Widzewa opowiada o kulisach transferu Osmana Bukariego, negocjacjach z Igorem Joviceviciem i o tym, czy Efthymis Koulouris może w przyszłości zagrać w Widzewie.
To nie jest tak, że działamy bez planu. Wdrożyliśmy go w momencie zatrudnienia trenera Jovicevicia. To już jest nasz plan, okno robimy według niego. Oczywiście niektórzy mówią: “Widzew pogubił się w tych transferach, przepala pieniądze”.
I będą mówić. Gdybyśmy teraz tych transferów nie przeprowadzili, to byłoby narzekanie, że właściciel nic nie robi. Ciężko dogodzić. Na końcu ma być dobra drużyna, a kibice i właściciel zadowoleni. Taki jest plan. Robimy to z głową i na pewno nie są to przypadkowe transfery.
O dwa, trzy transfery. Tylu nie zakładaliśmy. Trochę przyspieszyło to zwycięstwo z Pogonią w Pucharze Polski, bo jest szansa wygrać to trofeum.
