NFL
Przykre 😔
W historii polskiej muzyki rozrywkowej niewielu jest artystów, którzy – pozostając w cieniu liderów – mieli tak gigantyczny wpływ na brzmienie całych pokoleń. Wojciech Morawski to postać absolutnie fundamentalna, nazywana często „silnikiem” najważniejszych składów rockowych i bluesowych lat 70. i 80. Jego biografia to w zasadzie gotowy podręcznik historii polskiej sceny muzycznej.
Niestety w piątek 3 kwietnia media obiegły wieści o śmierci artysty. Założyciel Perfectu odszedł po walce z chorobą.
Rozwiń
Przyczyny śmierci Wojciecha Morawskiego
76-letni Wojciech Morawski od dawna ciężko chorował. Mieszkał w Domu Pomocy Społecznej w Sulejówku i pozostawał pod opieką Polskiej Fundacji Muzycznej. W roku 2026, ze względu na stan zdrowia, został przeniesiony do Domu Artysty w Skolimowie.
Pod koniec marca Hołdys, który regularnie nagłaśniał problemy swojego kolegi ze sceny, przekazał, że muzyk został przewieziony do szpitala. Polska Fundacja Muzyczna nieprzerwanie prowadziła zbiórkę pieniędzy na dalsze leczenie perkusisty. O pomoc dla niego apelował także m.in. Krzysztof Skiba z zespołu Big Cyc.
Hołdys pisał na swoim facebookowym profilu o tym, że Morawski choruje i potrzebna jest mu rehabilitacja, ponieważ ma problem z chodzeniem. Środki zebrane na ten cel kurczyły się w zastraszająco szybkim tempie. Niestety, wizyty specjalistów są kosztowne.
W piątek 27 marca Hołdys poinformował, że ciężko chory artysta jest hospitalizowany.
Wojciech Morawski jest w szpitalu. Słabo z nim. Ten wspaniały perkusista (Klan, Perfect, Breakout, Morawski-Waglewski-Nowicki-Hołdys, I Ching) i myśliciel, mega kumpel, jest pod stalą opieką Polskiej Fundacji Muzycznej i tam go wspieramy, zbierając fundusze na jego rehabilitację. I trzymamy kciuki mocno… – napisał.
Niestety tuż przed Wielkanocą Wojciech Morawski zmarł.
Koszmar na SOR, miał czekać na pomoc ponad 10 godzin
Czytaj dalej
Donald Trump tym razem uderza w wielką gwiazdę. Padły mocne słowa. Jest apel
Czytaj dalej
Kim był Wojciech Morawski?
Morawski był filarem grup, które do dziś uznaje się za kamienie milowe gatunku. To on nadawał rytm legendarnemu Breakoutowi Tadeusza Nalepy, a później stał się częścią pierwszego, historycznego składu zespołu Perfect. To właśnie jego precyzyjną i energetyczną grę słyszymy na kultowej „białej płycie”, na której znalazły się takie hymny jak „Niewiele ci mogę dać”. Jego muzyczny instynkt sprawił również, że współtworzył Porter Band i nagrał z nim album Helicopters – krążek, który do dziś uchodzi za jedną z najnowocześniejszych i najlepiej brzmiących płyt rockowych tamtego okresu.
Muzycy, którzy z nim współpracowali – od Zbigniewa Hołdysa po Wojciecha Waglewskiego (z którym zakładał pierwsze Voo Voo) – zawsze podkreślali jego niesamowite wyczucie tzw. groove’u. Morawski nie był perkusistą, który starał się zdominować utwór; potrafił grać oszczędnie, ale z chirurgiczną precyzją, co w muzyce blues-rockowej i nowofalowej było kluczowe. Brał udział w niezliczonych projektach, w tym w supergrupie Morawski Waglewski Nowicki Hołdys czy zespole Jan Bo Jana Borysewicza.
Dziś Wojciech Morawski pozostaje ikoną środowiska artystycznego. Choć rzadko zabiegał o błysk fleszy, jego wkład w polską kulturę jest niezaprzeczalny – za każdym razem, gdy w radiu wybrzmiewają największe rockowe klasyki sprzed dekad, z dużym prawdopodobieństwem słyszymy właśnie jego charakterystyczne uderzenie w bębny.
