NFL
Trudno uwierzyć, co dzieje się z mamą Madzi za kratami. Porażające doniesienia z więzienia
14 lat temu doszło do jednej z najbardziej wstrząsających zbrodni w historii polskiej kryminalistyki. Katarzyna W. z Sosnowca z zimną krwią pozbawiła życia półroczną córkę. Dziecko miało przeszkadzać jej w realizacji marzeń i planów. Później udawała, że Magda zaginęła. Obecnie odsiaduje wyrok 25 lat pozbawienia wolności. Co dzieje się za kratami?
24 stycznia 2012 roku w kamienicy przy ulicy Floriańskiej w sosnowieckiej dzielnicy Pogoń rozegrał się dramat. Katarzyna W. udusiła półroczną córkę. Ciało ukryło w ruinach na skraju parku znajdującego się przy ulicy Żeromskiego. Następnie powiadomiła służby o napadzie, do którego miało dojść nieopodal bloku, w którym mieszkali jej rodzice. Twierdziła, że została uderzona w głowę, a gdy się ocknęła, Madzi nie było w wózku. Sprawą szybko zainteresowały się media.
W Sosnowcu pojawił się także samozwańczy detektyw Krzysztof Rutkowski. Celebryta przeprowadził prowokację, w wyniku której Katarzyna W. miała przyznać się do zabójstwa córki. 2 lutego wskazała miejsce spoczynku Madzi. Zabójczynię skazano na 25 lat pozbawienia wolności. W międzyczasie chętnie lansowała się w tabloidach, udzielając wywiadu m.in. portalowi se24.pl.
Katarzyna W. obecnie przebywa w zakładzie karnym w Lublińcu. Kilka lat spędziła także w Krzywańcu koło Zielonej Góry. Niedawno media donosiły, że zmaga się z poważnymi problemami finansowymi. Sąd, wydając wyrok, skazał ją bowiem nie tylko na karę pozbawienia wolności, ale również zobowiązał ją do zwrotu kosztu poszukiwań małej Madzi. W maju 2024 roku jej dług sięgał 145 tys. zł.
„Fakt” donosił również, że zabójczyni małej Madzi zdecydowała się na zmianę nazwiska. Zabieg ten ma umożliwić jej rozpoczęcie nowego życia po wyjściu z więzienia. Przypomnijmy, że o zwolnienie warunkowe może starać się po odsiedzeniu 20 lat.
Początki odbywania kary nie były dla Katarzyny W. łatwe. Nie jest tajemnicą, że dzieciobójczynie znajdują się na samym spodzie więziennej hierarchii. W jednym z ostatnich wywiadów dla Super Expressu żaliła się na złe traktowanie ze strony współosadzonych.
Jeść mogłam tylko po tym, jak one zjadły. Codziennie to ja sprzątałam… Później, po dwóch-trzech dniach, gdy już się przekonały, że nie mam zamiaru robić tu żadnych awantur, normalnie rozmawiałyśmy – relacjonowała.
