NFL
Pracownicy szpitala w Lesku obalają słowa premiera o działającym oddziale położniczym. Co naprawdę dzieje się w tej placówce?
Premier powiedział nieprawdę, porodówki nie ma — stwierdziła przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych przy szpitalu Lesku. To reakcja na wypowiedź Donalda Tuska, że oddział położniczy wciąż tam działa.
Premier Donald Tusk
Premier Donald Tusk Foto: Kuba Stezycki / Deprecated_Reuters
Donald Tusk na antenie TVN24 mówił o sytuacji na porodówkach. — Nie ma w Polsce problemu dostępu do porodówek. Mamy w tej chwili najgęstszą sieć w Europie — zapewniał premier.
Szef rządu został też zapytany o oddział położniczy w szpitalu w Lesku (województwo podkarpackie). Ten jako jedyny w Bieszczadach — jak wynika z doniesień — miał zostać zamknięty, a w zastępstwie miała zostać przydzielona położna dyżurująca przy SOR-ze.
Tusk odparł, że oddział ten nie jest zamknięty. — To Lesko leży mi na sercu, bo byłem tam i rozmawiałem jeszcze w czasie kampanii i dobrze rozumiem lęki ludzi, którzy obawiają się, że trzeba będzie jechać kilkadziesiąt kilometrów do innej porodówki — powiedział. Dodał, że w tym momencie nie ma miejsca w Polsce, gdzie kobieta w ciąży musiałaby jechać 170 kilometrów na porodówkę. — Chyba nikt nie może pomyśleć, że wpadłem sobie na pomysł, żeby wkurzyć setki tysięcy kobiet — podkreślił.
Słowa Donalda Tuska zdementowała ordynatorka ginekologii Iwona Holcman. W rozmowie z TVN24 przekazała, że oddział położniczy jest zamknięty od stycznia 2026 roku.
Na wypowiedź premiera zareagowała również przewodnicząca Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych przy szpitalu w Lesku. — Oglądałam wczorajszy program z premierem Donaldem Tuskiem i powiedział nieprawdę, porodówki nie ma. Powodem zamknięcia był brak środków na dalszą działalność oddziału, który generował straty dla szpitala — powiedziała TVN24 Magdalena Dąbrowska.
— Pan premier powiedział, że pilnuje, by w naszym szpitalu były pieniądze, a jest ich jeszcze mniej — podkreśliła. Dodała, że po likwidacji oddziału NFZ zmniejszył kontrakt z placówką. — W tym miesiącu pracownicy otrzymali jedynie 75 procent wynagrodzenia. Pracodawca informuje nas, że w przyszłym miesiącu również nie dostaniemy pełnej pensji — być może tylko połowę — dodała
