NFL
Sebastian M. po raz pierwszy przed sądem przedstawia swoją wersję tragicznych wydarzeń na A1. Czy jego wyjaśnienia zmienią bieg sprawy?
Sebastian M., oskarżony o spowodowanie tragicznego wypadku na autostradzie A1, po raz pierwszy szeroko odniósł się w sądzie do wydarzeń z 16 września 2023 r. Mężczyzna stanowczo zaprzeczył, by jechał z prędkością ponad 300 km na godz. — Ta prędkość oscylowała w granicach 175 km na godz. — przekonywał sąd w czasie rozprawy 12 marca.
Sebastian M. na ławie oskarżonych podczas procesu w sprawie tragedii na autostradzie A1. W wypadku zginęła trzyosobowa rodzina z Myszkowa.
Sebastian M. na ławie oskarżonych podczas procesu w sprawie tragedii na autostradzie A1. W wypadku zginęła trzyosobowa rodzina z Myszkowa. Foto: Rafał Klimkiewicz / Edytor
Do tragicznego wypadku doszło 16 września 2023 r. na autostradzie A1 w pobliżu Piotrkowa Trybunalskiego (woj. łódzkie). W płonącym samochodzie zginęli Martyna, Patryk i ich pięcioletni syn Oliwier — rodzina z Myszkowa wracająca znad morza. Według śledczych kierujący BMW Sebastian M. miał jechać z bardzo dużą prędkością i uderzyć w samochód marki Kia, którym podróżowała rodzina. Auto wpadło w bariery i stanęło w ogniu.
Podczas rozprawy, która odbyła się 12 marca przed sądem w Piotrkowie Trybunalskim, Sebastian M. przedstawił własną wersję wydarzeń. Zaprzeczył, by jechał z prędkością ponad 300 km na godz.
— Ta prędkość oscylowała w granicach 175 km na godz. Po analizie akt sprawy uważam, że mogłem jechać maksymalnie około 200 km na godz. — przekonywał przed sądem.
Oskarżony podważał również ustalenia biegłych. Twierdził, że w aktach sprawy znajdują się sprzeczności dotyczące przebiegu wypadku, a analiza śladów na jezdni oraz dokumentacji fotograficznej z miejsca zdarzenia wskazuje — jego zdaniem — na inny przebieg zdarzeń niż ten przedstawiony przez prokuraturę.
Według ustaleń śledczych i opinii biegłych kierowca BMW miał jednak poruszać się znacznie szybciej. W akcie oskarżenia biegli wskazują, że BMW oskarżonego mogło jechać tuż przed zderzeniem z prędkością od 315 do 329 km na godz.
Według relacji oskarżonego do zderzenia doszło, gdy samochód marki Kia nagle zjechał z lewego pasa w jego kierunku.
— Nagle zobaczyłem samochód jadący prosto na mnie. Krzyknąłem do pasażerów: “co jest?!”. Nie mam pojęcia, dlaczego ten samochód zjechał — tłumaczył. — Jestem absolutnie pewny, że nie zjechałem na inny pas i nie doprowadziłem do tej tragedii — mówił.
Z ustaleń biegłych wynika jednak, że Kia, którą podróżowała rodzina z Myszkowa, poruszała się swoim pasem ruchu, a rozpędzone BMW prowadzone przez Sebastiana M. straciło stabilność i uderzyło w samochód ofiar.
Oskarżony opisywał także wydarzenia po wypadku. Twierdził, że po zatrzymaniu pojazdu próbował pomóc pasażerom swojego auta i uczestniczyć w akcji ratunkowej.
Wziąłem gaśnicę i podałem ją jednemu z mężczyzn, który pobiegł w stronę płonącego samochodu — mówił.
Jak dodał, na miejscu zatrzymywali się również inni kierowcy, którzy próbowali gasić ogień.
Z ustaleń śledczych wynika jednak, że przy płonącym samochodzie ofiar znajdowali się już inni kierowcy, którzy próbowali ratować uwięzioną w aucie rodzinę.
Sebastian M. we wtorek zapewniał także, że jego BMW było sprawne technicznie. Jak mówił, trzy tygodnie przed wypadkiem samochód przeszedł przegląd w autoryzowanym serwisie BMW. Śledczy uważają jednak, że w aucie dokonano wcześniej modyfikacji silnika, które zniosły fabryczny ogranicznik prędkości i zwiększyły moc pojazdu.
