Connect with us

NFL

Z ostatniej chwili!

Published

on

Dominika Clarke to polska influencerka i matka wielodzietnej rodziny, która zdobyła rozpoznawalność w mediach w 2023 roku po narodzinach pięcioraczków. Wydarzenie to odbiło się szerokim echem w polskich mediach, a dzieci szybko zaczęto określać mianem „pięcioraczków z Horyńca”, od miejscowości Horyniec‑Zdrój na Podkarpaciu, gdzie rodzina mieszkała przed wyjazdem za granicę.

Rozgłos po narodzinach pięcioraczków

Dominika Clarke wraz z mężem, Brytyjczykiem Vincentem Clarke’em, wychowuje bardzo liczną rodzinę. Para doczekała się 11 dzieci, z czego pięcioro przyszło na świat podczas jednego porodu w lutym 2023 roku w krakowskim szpitalu. Informacja o narodzinach tak licznego rodzeństwa natychmiast stała się medialną sensacją w Polsce.

Niestety historia ta miała również tragiczny wymiar. Jedno z pięcioraczków – chłopiec – zmarło zaledwie kilka dni po narodzinach. Clarke wielokrotnie wspominała później o tej stracie w mediach społecznościowych, podkreślając, że pamięć o dziecku jest ważną częścią życia całej rodziny.

Po narodzinach pięcioraczków Dominika Clarke zaczęła intensywnie dokumentować życie swojej rodziny w internecie. Na Instagramie, TikToku i YouTube publikuje nagrania pokazujące codzienność dużej rodziny: opiekę nad dziećmi, organizację dnia, podróże czy problemy finansowe i logistyczne związane z wychowaniem tak licznej gromadki.

Jej profile w mediach społecznościowych obserwują setki tysięcy użytkowników – tylko na Instagramie ponad 130 tysięcy osób. Publikowane materiały mają charakter lifestyle’owy i parentingowy, a sama Clarke często podkreśla, że chce w realistyczny sposób pokazywać zarówno radości, jak i trudności związane z macierzyństwem.

W swoich wpisach influencerka nie ukrywa, że codzienność bywa bardzo wymagająca. Opieka nad jedenaściorgiem dzieci oznacza niemal nieustanną organizację pracy domowej – dzień zaczyna się bardzo wcześnie rano i często kończy dopiero późną nocą. Clarke wielokrotnie przyznawała, że zdarzają się momenty zmęczenia i kryzysu, jednak jednocześnie podkreśla ogromną satysfakcję płynącą z życia rodzinnego.

W 2024 roku rodzina Clarke zdecydowała się na radykalną zmianę stylu życia i wyprowadziła się z Polski do Tajlandia, gdzie obecnie mieszka na wyspie Koh Lanta. Decyzja ta była szeroko komentowana w mediach. Dominika tłumaczyła, że w Tajlandii łatwiej funkcjonować dużej rodzinie – zarówno pod względem kosztów życia, jak i podejścia społeczeństwa do wielodzietności.

Po przeprowadzce Clarke zaczęła pokazywać w internecie realia życia w egzotycznym kraju – codzienność dzieci, szkołę, lokalną kulturę czy organizację życia rodzinnego poza Europą.

Popularność w internecie sprawiła, że wokół rodziny Clarke pojawiają się także liczne kontrowersje. Część internautów krytykuje sposób, w jaki Dominika pokazuje życie swoich dzieci w sieci, zarzucając jej tzw. sharenting, czyli nadmierne publikowanie informacji o prywatnym życiu najmłodszych. Pojawiały się także komentarze dotyczące warunków życia rodziny czy sposobu wychowania dzieci.

Sama Clarke zwykle odpowiada na krytykę w mediach społecznościowych, podkreślając, że pokazuje życie takim, jakie jest – z jego problemami, trudnościami i emocjami.

Po przeprowadzce do Azji Dominika Clarke zaczęła rozwijać także własne projekty biznesowe. W 2026 roku poinformowała, że uzyskała licencję na prowadzenie działalności turystycznej w Tajlandii i planuje organizować wycieczki dla turystów odwiedzających region.

Jednocześnie nadal pozostaje aktywna w mediach społecznościowych, gdzie jej działalność łączy elementy bloga rodzinnego, influencingu parentingowego oraz relacji z życia emigracyjnego.

Córka Dominiki Clarke z poważnym problemem
iepokojącą informacją ze swoimi obserwatorami podzieliła się ostatnio Dominika Clarke, znana w Polsce jako mama słynnych „pięcioraczków z Horyńca”. Influencerka poinformowała w mediach społecznościowych, że jedna z jej córek trafiła do szpitala po nietypowym, ale bardzo stresującym wypadku.

Jak relacjonowała Clarke, wszystko zaczęło się od pozornie błahej sytuacji podczas zabawy. Dziewczynka włożyła do ucha niewielką styropianową kuleczkę – prawdopodobnie element dziecięcej zabawki lub dekoracji. Początkowo wydawało się, że przedmiot uda się łatwo usunąć podczas zwykłej wizyty lekarskiej. Sytuacja szybko okazała się jednak znacznie poważniejsza.

Kuleczka zaklinowała się głęboko w przewodzie słuchowym, a kolejne próby jej wyjęcia nie przyniosły efektu. Lekarze uznali, że usunięcie ciała obcego w warunkach ambulatoryjnych może być zbyt ryzykowne i zdecydowali, że konieczny będzie zabieg chirurgiczny w znieczuleniu ogólnym.

Dla Clarke była to ogromna dawka stresu. Influencerka przyznała, że informacja o operacji wywołała w niej silne emocje i ogromny lęk o zdrowie dziecka. Największe obawy dotyczyły tego, czy przedmiot nie uszkodził błony bębenkowej i czy nie dojdzie do trwałych problemów ze słuchem.

Sytuację dodatkowo skomplikowały kwestie finansowe. Clarke ujawniła, że otrzymała kosztorys planowanego zabiegu w prywatnej placówce, który – jak sama przyznała – wprawił ją w osłupienie. W emocjonalnym wpisie w sieci opisała, że poczuła się w tamtym momencie bezradna i przytłoczona całą sytuacją.

Rodzina Clarke od pewnego czasu mieszka w Tajlandia, gdzie wychowuje jedenaścioro dzieci i prowadzi swoje codzienne życie, które Dominika regularnie relacjonuje w mediach społecznościowych. Każda taka sytuacja zdrowotna jest więc dla niej szczególnie trudna – zwłaszcza że odbywa się z dala od Polski i w obcym systemie opieki medycznej.

Historia szybko poruszyła jej obserwatorów, którzy zaczęli wysyłać słowa wsparcia i życzenia zdrowia dla dziewczynki. Clarke wielokrotnie podkreślała w swoich wpisach, że w takich momentach ogromne znaczenie ma dla niej wsparcie społeczności skupionej wokół jej profilu.

Gdzie wyrzucić plastikową butelkę bez kaucji? Już nie do kontenera na plastik
Czytaj dalej

Nerwowe zachowanie Tuska po rozmowie z Nawrockim. Ekspert od mowy ciała nie ma wątpliwości
Czytaj dalej
Dominika Clarke przerwała milczenie
Po kilku dniach niepokoju Dominika Clarke w końcu przerwała milczenie i zdecydowała się szczegółowo opowiedzieć swoim obserwatorom, co wydarzyło się z jedną z jej córek. Influencerka, znana jako mama pięcioraczków, opublikowała w mediach społecznościowych obszerną relację z dramatycznych chwil, które zaczęły się zupełnie zwyczajnie.

— „Był zwykły poniedziałek.
Pełna werwy odwiozłam Gracie do przedszkola, wróciłam do domu, usiadłam w biurze. Płaciłam rachunki, planowałam posty.
Miałam chwilę dla siebie i byłam szczęśliwa.
Ale moja radość nie trwała długo” — zaczęła swoją opowieść Clarke.

Jak relacjonuje, spokój przerwał jej mąż, który wszedł do pokoju z poważną miną. Już po chwili było jasne, że wydarzyło się coś niepokojącego.

— „Do biura zapukał mąż z taką miną, że od razu wiedziałam – będzie się działo.
‘Mamy problem…’
Kiedy on tak mówi, to ja wiem, że mój dzień właśnie się skończył.
Czy u Was też bywa tak, że im lepszy poranek, tym większa bomba czeka za rogiem?” — napisała.

Okazało się, że jedna z jej córek, trzyletnia Arianka, która jest jedną z pięcioraczków, najprawdopodobniej podczas zabawy włożyła sobie do ucha niewielką styropianową kuleczkę z poduszki do siedzenia.

— „Okazało się, że Arianka – jedna z naszych pięcioraczków, która ma 3 lata – prawdopodobnie włożyła sobie kuleczkę styropianową z poduszki do siedzenia… do ucha.
Nie byliśmy do końca pewni, bo jedyne co wiedzieliśmy to że łapie się za uszko i pokazuje.
Wyciągnęłam latarkę, poświeciliśmy i rzeczywiście…
W kanale usznym siedziała styropianowa kuleczka. Zapchnięta dość głęboko.”

Rodzice natychmiast zdecydowali się na wizytę u lekarza.

— „Nie było wyjścia. Trzeba było jechać do lekarza.
To była sekunda. Jedna krótka chwila, której nie dało się przewidzieć.
Kto z Was miał podobne przygody ze swoimi dziećmi?” — pytała swoich obserwatorów.

Rodzinny lekarz na wyspie szybko ocenił sytuację i przyznał, że sprawa jest poważniejsza, niż mogło się wydawać.

— „Nasz rodzinny lekarz na wyspie obejrzał uszko Arianki i powiedział, że kanalik uszny jest bardzo mały.
Jak on zacznie coś manipulować, to może spuchnąć i będzie jeszcze gorzej.”

Dziewczynka została więc skierowana na oddział ratunkowy. Tam lekarze natychmiast podjęli próbę usunięcia ciała obcego.

— „Arianka została przyjęta na oddział ratunkowy.
1 lekarz i 4 pielęgniarki od razu przystąpili do pracy.
Próbowali wszystkiego – zasysanie, wyciąganie pensetą, wypłukiwanie…
Niestety kuleczka duża, kanał uszny mały.
Pomimo wielu prób i fantastycznej opieki nie udało się jej usunąć.”

Jak ujawniła Clarke, sama próba pomocy była kosztowna.

— „Koszt? 1280 za przyjęcie i wszystkie próby.”

Lekarze zdecydowali, że dziewczynkę musi zobaczyć specjalista laryngolog w większym szpitalu w mieście Trang w Tajlandia.

— „Zostaliśmy umówieni na wizytę u specjalisty ENT w większym szpitalu w mieście Trang.
3 godziny jazdy przed nami.”

Po dotarciu na miejsce okazało się jednak, że lekarze mają przerwę.

— „Dojechaliśmy bez problemu. Nie było kolejki – ucieszyłam się.
Ale okazało się, że jest przerwa na lunch.
Od dwunastej do trzynastej nie przyjmują przypadków nie nagłych.”

Po powrocie do domu dziewczynka została otoczona opieką przez rodzeństwo.

— „Po powrocie do domu siostry były bardzo troskliwe.
Wyściskały Ariankę i pomogły jej zdjąć buty.
Bardzo martwiły się o swoją siostrę.
A Arianka? Pomimo styropianowej kulki w uchu ma świetny humor.
I dalej broi razem z rodzeństwem. Jakby nigdy nic.
Dzieci są niesamowite.”

Niestety kolejne badania przyniosły dramatyczną diagnozę.

— „WYROK.
Nie udało się.
Kuleczka utknęła zbyt niefortunnie, zbyt głęboko.
Werdykt jest bezlitosny: potrzebna jest OPERACJA w pełnym uśpieniu.
Muszą sprawdzić, czy nie został uszkodzony bębenek.
Słowo ‘operacja’ mnie przeraża.
Czekam na organizację zabiegu i… koszty. Boję się zapytać.”

Teraz rodzina czeka na termin zabiegu, który ma pozwolić bezpiecznie usunąć kuleczkę z ucha dziewczynki i sprawdzić, czy nie doszło do uszkodzenia słuchu.

Click to comment

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

Copyright © 2025 Myjoy247