NFL
Tomasz Wiktorowski ujawnia zaskakujące różnice i podobieństwa między Igą Świątek a Naomi Osaką. Co je łączy, a co dzieli?
Od razu tak na poważnie, bez żadnego wstępu — powiedział Tomasz Wiktorowski na antenie Canal+. Tę reakcję wywołało już na samym starcie wywiadu pytanie o porównanie Igi Świątek i Naomi Osaki. Doskonale znany szkoleniowiec szybko jednak wskazał główne różnice między swoją aktualną a byłą podopieczną. — Jakbym miał spuentować, to bym powiedział, że 75 proc. różnic, 25 proc. podobieństw — podsumował. Wyjaśnił też, dlaczego razem z Japonką raczej nie ujrzymy go na polskich kortach.
Indian Wells trwa i powoli wkraczamy w decydującą fazę. W czwartej rundzie doszło do absolutnie hitowego starcia Aryny Sabalenki i Naomi Osaki, które gwarantowało mnóstwo emocji. Przed jego rozpoczęciem na antenie Canal+ wyemitowano wywiad Bartosza Ignacika z Tomaszem Wiktorowskim, trenerem japońskiej tenisistki. Pojawiła się w nim już na początku kwestia zakończonej ponad rok temu współpracy z Igą Świątek. — Praca z Naomi Osaką, a praca z Igą Świątek. Dość podobne czy diametralnie różne? — zapytał prowadzący.
To są zupełnie inne proporcje, inne też miejsce, gdzie pracujemy. A to też jest wbrew pozorom istotne, bo konstrukcja dnia czy tygodnia treningowego w jakimś stopniu jest od tego uzależniona. Więc jest bardzo dużo różnic — dodał Wiktorowski. Potem przeszedł do podobieństw między dwoma tenisistkami i wskazał, że takie również są. Wymienił m.in. płaski, skuteczny bekhend czy rotację ze strony forhendu. — Jakbym miał spuentować, to bym powiedział, że 75 proc. różnic, 25 proc. podobieństw — podsumował.
Potem głównym tematem była sama współpraca z Osaką. — Dla mnie taki pierwszy czas ocen przychodzi po Sunshine Double, czyli po Indian Wells i Miami Open. Do tego czasu staram się nie oceniać — powiedział szkoleniowiec. Jednym z wątków poruszonych na koniec było także ewentualne przybycie razem z Japonką do… Polski, aby w naszym kraju spędzić nieco czasu i potrenować na tutejszych kortach. — Pewnie chciałbym ją zaprosić, bo uważam, że warto by było też spędzić trochę razem czasu w Polsce — zaczął Wiktorowski.
Postawił jednak tę kwestię wyjątkowo jasno. — Chyba nie zanosi się na to, bo jak przygotowujemy się do turniejów, to w miejscu ich rozgrywania. Nie mamy w tej chwili w naszym kalendarzu żadnej poważnej imprezy na terenie Polski. A jak mamy czas wolny, to Naomi wraca do siebie do domu, ma swoje obowiązki rodzinne, i my się dostosowujemy. Ja swój czas wolny spędzam w Polsce, ona nie, więc myślę, że małe szanse, żeby nasze drogi się w Polsce przecięły. Może kiedyś, ale na pewno nie w najbliższej przyszłości — zakończył.
